To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Towarzystwo Obenautów Polskich

Portal - Odzyskiwanie - eksperymenty OBEnautów - Haiti

VVii - 2010-02-14, 20:10
Temat postu: Odzyskiwanie - eksperymenty OBEnautów - Haiti
Są to opisy uczestników pozacielesnych podróży, które miały na celu niefizyczną pomoc dla ofiar trzęsienia na Haiti - tzw. odzyskiwanie, o którym najwięcej możemy przeczytać w książkach Bruce'a Moen'a. Możecie tu również poczytać co nieco o tzw. Krysztale Bruce'a. Miłej lektury.

HAITI - część pierwsza

"KOLEJNY EKSPERYMENT
4,- HAITI

Rugwa

24.01.2010 – 21:20
Chwilę po wystartowaniu na Haiti z mojego miejsca w Focusie 27 znalazłam się w budynku, z wieloma pomieszczeniami, pooddzielanymi szybami. Było tam wielu ludzi/istot, a każde z nich niezmiernie zajęte swoją pracą. Wyglądało mi to na jakiś instytut, czy raczej sztab/centrum zarządzania/laboratorium. W każdym razie w pomieszczeniu, w którym się znalazłam były przytwierdzone do białych ścian przedmioty, które mogę nazwać telefonami. Każdy z telefonów posiadał z lewej strony przytwierdzona ludzką głowę, a z prawej słuchawkę i korbkę. Każda głowa przy telefonie miała inny kolor skóry, nie wszystkie tez przedstawiały tę samą płeć. Te dziwaczne telefony zamiast dzwonić krzyczały, a raczej głowa krzyczała, gdy jakaś rasa ludzka potrzebowała pomocy.
Podeszłam do telefonu, który posiadał głowę murzyna z brodą, podniosłam słuchawkę, przyłożyłam ją do ucha i zakręciłam korbką. W słuchawce niemal natychmiast odezwał się męski głos, mówiąc do mnie mniej-więcej coś takiego: BARDZO DOBRZE, RAZEM JEST NAS 32.
I w tej właśnie chwili zobaczyłam różnokolorowy wykres kołowy. Każdy kolor zajmował inny kawałek „tortu” wykresowego. Liczba 32 była przy kolorze zielonym, udało mi się jeszcze dostrzec trochę mniejszy obszar koloru czerwonego, przy którym widniał liczba sporo mniejsza od 32, bodajże 12.
Każdy z kolorów „tortu” reprezentował inne grupy osób/istot, biorących udział w niefizycznej pomocy dla Haiti. Ja byłam w grupie zielonej, która według mnie reprezentowała ludzi jeszcze „zielonych” w temacie, którzy są tu po raz pierwszy lub dopiero się zaznajamiają z całą sytuacją. Czerwoni oznaczali osoby bardziej w temacie zorientowane, niestety moje przekonania nie pozwoliły mi zobaczyć, jak wyglądały inne grupy wsparcia.
Każda osoba z zielonej grupy dostała cos w rodzaju lnianej kamizelki, z wielkim, soczyście zielonym kołem, przyklejonym na wysokości klatki piersiowej z przodu i z tyłu. Na czele naszej grupy stała osoba z czerwonej drużyny – jej koło na kamizelce było koloru czerwonego. Czerwony prowadził całą grupę po różnych miejscach, w celu odnalezienia ludzi. Znajomość terenu przydawała się szczególnie przy penetracji terenów lesistych lub tych porośniętych gęstszą roślinnością i dlatego bardziej doświadczony – czerwony – był niezbędny.
Pełniliśmy funkcję kogoś w rodzaju „naganiaczy” – jako większa grupa mieliśmy być widoczni dla zagubionych ludzi, którzy, biorąc nas za innych zaginionych z chęcią się do nas dołączą. Oprócz tej roli, spełnialiśmy jeszcze funkcję „strażaków”, czy też „służb porządkowych”, które np. wyciągały ludzi, przygniecionych dachami własnych domów. Udawaliśmy, że ratujemy tych ludzi spod gruzów, zdając sobie w pełnie sprawę z tego, że ratowani dawno już nie żyją, tylko o ty nie wiedzą i czekają na pomoc.
Niestety ciężko mi było dostrzec dokładną scenerię – widywałam lasy, dżunglę, domy przywalone piachem i błotem – trochę mi to nie pasowało, ale nie chcę tego oceniać, bo nawet dokładnie nie wiem, co się na Haiti stało. Nie oglądam TV i nie czytam wiadomości, wiem tylko, że tysiące dusz może czekać jeszcze na „odzyskanie”. Pewnie gdy zaczerpnę więcej informacji, łatwiej mi będzie kontynuować pracę.
Przyprowadzałam znalezionych ludzi do jasnego namiotu, znajdującego się na pustyni. W środku było sporo ciemnoskórych osób o trochę zdezorientowanym wyrazie twarzy i znakiem zapytania w oczach. Zdziwiło mnie, że namiot jest tylko jeden na całej pustyni, ale po chwili, gdy wytężyłam wzrok zauważyłam całą chmarę namiotów na tej olbrzymiej przestrzeni. Dlatego nie zauważyłam początkowo innych namiotów, żeby trafić bez problemu do „swojego”, ponieważ każdy pomocnik miał jakby przydzielony oddzielny namiot, do którego sprowadzał odnalezionych przez siebie ludzi.
Za każdym razem, gdy odprowadziłam kolejnego człowieka do namiotu, wracałam do grupy. Okoliczności zewnętrzne sprawiły, ze dłużej nie mogłam świadomie uczestniczyć w odzyskiwaniach na Haiti, ale postanowiłam zostawić tam swoje niefizyczne ciało. Mój duplikat miał za zadanie kontynuować, rozpoczętą przeze mnie pracę. Zobaczyłam jak z grupą chodzi już nie rugwa, tylko jej przeźroczysty świetlisty hologram, połączony z moim fizycznym ciałem smugą światła. Moje 3 oko było projektorem, który projektował holograficzną rugwę (o tej samej jakości co przedtem) na Haiti.
Zostawiłam więc ją na miejscu, wracając do fizycznej czasoprzestrzeni.

Zbyszek
25.01.2010 – 09:15
Na Haiti doliczono sie juz 150000 tysiecy ofiar. Ni pisałem niczego w tygodniu, widząc jak zamiera inicjatywa na forach.
Wczoraj lub przedwczoraj ( już mi się plącze) w nocy spotkałem Draqa, przed malowana karta, jakaś mapa, obraz na ścianie, spoglądam w bok leci Ruqwa jak cień .
Następnego dnia dostałem od Draqa maila, , pisał, ze coś tam, po wielomiesięcznym milczeniu.
A wiec sie budzi chłopina:)
Przy odzyskiwaniach należy zachować ostrożność i pozbyć się wnikających w nas form astralnych, czy nawet świadomych jaźni. Mogą zadowkowac w nas i siedzieć sobie, nie rozumiejąc za bardzo co się dzieje.
3 sztuki chwyciłem w poniedziałek na Haiti i dopiero przedwczoraj się ich dopatrzyłem.
Trochę w plecach łupało:)
Założyłem wielkie radio na ramiona i szwendałem się po gruzach, ściągając na siebie uwagę mieszkańców.
W ciągu 2 dni dostałem zaziębienia. Z nochala cieklo jak z kranu i zaczęła się jazda.
Budzę się w nocy, ciemno , idę po papier do nochala, zatykam go i zasypiam. Budzę się znowu.
Patrze,- papieru nigdzie nie ma. Idę jeszcze raz, kładę go na stole. E trzeba spać, może szybciej się wyleczę. Trzymam świadomość z rozgrzewaniem ciała. Ech wyciągam papier z nochala a on się ciągnie na metr. O do diaska a czemu on taki długi, była przecież tyko zatyczka. Spoglądam na stolik , papieru znowu nie ma.
Jakaś babka za to siedzi przy mnie. Chwytam ja czy żywa, Jest szara i ma swoja twardość. Co ona tutaj robi?
A niech sobie siedzi, pewnie to jakiś aspekt opiekuńczy.
Kreci mnie i wpadam gdzieś jeszcze dalej. Dziwne łaskotanie w głowie.
Słysze dzieciaki, mówią po polsku. Będziemy ci pomagać na Haiti. 3 dziecięce glosy.
Przecież odkleiłyście się przedwczoraj od pleców, pytam trochę podłamany.
Możliwe ze sam wytworzyłem 3 aspekty siebie, 3 myślokształty pomocnicze, których utrzymanie przyprawiło mi zaziębienie.
Przy małoświadomych podróżach należy pamiętać by spotkane istoty, te niby cienie, pozostawić w jakimś szczególnym miejscu. Rozładować w nich napięcie lub przywołać jakaś świadomą istotę, by połatała w nas dziury.. Gdy chwycą nas ledwo widoczne cienie rękoma, nie znikać a dokończyć odzyskiwania.
Kiedyś mi się to już przytrafiło. Na warsztatach . Babka wkleiła się mi na plecy i ja zapomniałem. Siedziała sobie u mnie parę dni, aż się jej dopatrzyliśmy ze znajomymi, przy stole, w czasie wesołych rozmów. Niby nic się nie stało. ale po co nosić w sobie obce świadome elementy czy narobione przez nas aspekty współczucia.
Znajomi na zakończenie czyszczą się. Dlatego jest kryształ Brusa. On doładowuje i oczyszcza nas.
Są tacy co puszczają przez siebie kule pięknego, napełnionego miłością światła,-głowa -stopy , wielokrotnie aż się rozluźni cale ciało.
Dostrajają się do czystej bezwarunkowej miłości i tak naładowani po uszy energia, ruszają dopiero na odzyski lub je zakańczają. Na zakończenie również robią sobie prysznic CBM-u plus intencje miłości.
Brus proponował przypomnieć sobie piękne chwile, by pojawiło się w nas silne, szlachetne uczucie, Gdy zagulgota w nas z radości, znaczy jesteśmy gotowi do eksploracji stanów swiadomosci:)
A wiec odzyskiwacze, trzeba się przygotować, by sobie nie narobić biedy, i wylądować na mieliźnie:)

ajzis26
25.01.2010 – 10:57
Położyłam się dość wcześnie skupiając się na Haiti, wyciszyłam umysł ale hasło Haiti dudniło mi ciągle w głowie tak na wypadek gdybym zapomniała,gdzie mam lecieć. Co jakiś czas traciłam świadomość, aż w końcu się poddałam i zasnęłam. Znalazłam się na lotnisku czekając na samolot nie wiem gdzie miałam lecieć, było bardzo dużo ludzi, nagle widzę jak ten samolot startuje, a ja nie wsiadłam, nie wiem dlaczego, może dlatego, że w realu za nic nie wsiądę do samolotu, mam lęk wysokości. Stoję i patrzę jak leci i nagle samolot spada do wody, a ja już nie jestem na lotnisku tylko na jakiejś plaży, jest pięknie, bajkowo, woda błękitna, jest dużo ludzi i wszyscy obserwujemy ten samolot, który rozbija się o wodę, padam na piasek i zaczynam krzyczeć, podchodzi do mnie mężczyzna w średnim wieku z plecakiem na plecach i mówi “Obudź się jesteś nam potrzebna”Dopiero do mnie dociera, że to sen przypomniałam sobie jaki jest cel mojej wyprawy, wszystko zaczyna znikać, zostaje tylko piasek, wszędzie piasek jakaś pustynia. Nikogo już nie było, chciałam zawołać tego mężczyznę ale mój głos był dziwny jakby puszczony z taśmy w bardzo zwolnionym tempie, nie mogłam mówić to było straszne. Próbowałam się ruszyć ale piasek zrobił się lepki i nie mogłam się z niego wydostać. Nie wiem ile to trwało, ale jak się obudziłam to, chyba przez dwie godziny nie mogłam zasnąć. Cóż próbowałam, mam nadzieję, że następnym razem pójdzie lepiej. Pozdrawiam

ajzis26
25.01.2010 – 14:18
(wiadomosci.onet.pl/2117362,441,kata…kowej,item.html - link nie działa; dop.redakcji TOPu)
Czy możliwe, że to mi się śniło? Dopiero to przeczytałam i ciarki przeszły mi po plecach. I ta zbieżność liczb, wydobyte dopiero 23 ofiary( ur. 23 dnia ) na pokładzie znajdowało się 83 pasażerów ( to mój rocznik) Zbieg okoliczności? Sama nie wiem, ale dziwne uczucie mnie ogarnęło jak to czytałam.

Zbyszek
25.01.2010 – 18:48
Same straszydła nam wychodzą., Dzisiaj dowiedziałem się , ze moja właścicielka mieszkania zmarła w czwartek , a babka przy moim łózko siedziała w nocy przy mnie chyba w sobotę. Co mnie się trochę wydaje jeszcze dziwne to sen Rugwy. Jej opis namiotów z czerwonymi opaskami wypisz wymaluj z filmu jaki oglądam przez dwa dni, -nowym Terminatorem. Sztab, te czerwone opaski były tez dla zasłużonych bojowników, pomieszczenie z głowami tez było tylko , ze z czarnymi, metalowymi czaszkami pod złe robotoludzie.
Jak pomyśle, ze ostatnio, znowu namierzyłem Rugwe z Draqiem, to się tak jakoś dziwie. Tym bardziej , ze staliśmy z Draqiem przed mapa , karta czy jakimś obrazem. Pognaliśmy wzrokiem w stronę zatoki gdańskiej, wielkiej rozleglej płaszczyzny wodnej, coś jak odciętego zbiornika wodnego. Tyle , ze nie wiadomo dlaczego. Jakas kreska pociągnęła wzdłuż wybrzeża na zachód, jakieś sto kilometrów
Cały dzień szykowałem się do opisania przygody Brusa w samolocie, odzyskanie żołnierza gdzieś spod Iraku.
Ach moglem ja spisać , dobry przykład na interpretatora( Star Trek) i pole morfogenetyczne czy wspólna nieświadomość.

GdaJan
25.01.2010 – 21:01
Ajzis, nie czytuj onetu bez sprawdzenia innych źródeł, bo Ci nos urośnie
(news.yahoo.com/s/afp/20100125/wl_mi…banonplanecrash - link nie działa; dop. redakcji TOPu)
Liczby dopasować, można do teorii jak się chce to tylko liczby.

Zbyszek
25.01.2010 – 21:14
To przez ta czarna gębę, nie wie dokładnie a gada!!
Na terminatorze było tak samo. Mowie wam!!!
Mysle ,ze dobrze nam idzie:)

ajzis26
25.01.2010 – 21:16
GdaJan!!!dla ciebie to tylko liczby, ale nie dla mnie, interesuję się numerologią i tak się składa, że jak zwracam uwagę na liczby to, to dla mnie zawsze coś znaczy;) Inni doszukują się prawdy w fusach po kawie,a do mnie przemawiają liczby;) Nieważne jakie źródło, akurat myślałam o moim śnie, chciałam odpowiedzi i być może to była właśnie ta odpowiedz, właśnie z tego źródła. Może i wyolbrzymiam, ale jeszcze nigdy się na liczbach nie zawiodłam to taka moja rozmowa z podświadomością. Pozdrawiam!

dreamer_the_one
12:06
ja wessałem do swojej wizji nobla i nieq, przy czym obydwoje byli po 30stce. przewijał się motyw serfującego po jeziorze karola ceplina, wódy i śmiechu. nobel niestety ze szczylami sie nie zadaje…
może do tragedii na haiti niewiele ma, a jednak skrobnąłem : )

Zbyszek
N forum pojawił się watek zagłady ziemi założony przez Rozenkrojca
oobe.pl/park/index.php?showtopic=4598
Wybuch słońca spowoduje przepalenie atmosfery. O podobnej treści oglądałem w tygodniu film i wciągnąłem w szalone sny znajoma Sosne. Na filmie, przed sama zagląda ziemi, parę dobrych ufoli, aniołów przeniosło małolatów na inna planetę.
Zaczął się cykl od nowa, ludzkość rozpoczęła nowa kartę w historii jak Adam i Ewa. Film był fajowy, tyle ze się mi przeniósł w astral.
Wielu moich znajomych, śniło potem fragmenty z tego filmu. Wciągali się psim swędem, nie oglądając go, ileś tekstów wcześniej napisałem mała wzmiankę o naszym wspólnym mega- śnieniu, ba, Herbina nawet puszczała mannę z nieba:) ( inspirujące zdjęci Sosny zrobione w czasie eksp. Wingmakers
(cialka.net/wp-content/uploads/2010/…nna-z-nieba.jpg - link nie działa; dop. redakcja TOP)
Nie brali oczywiście tego poważnie.
Bardzo możliwe , ze podatne osoby wchłaniają aktualne sny astralne, po kolejnych filmach i się utożsamiają z ich treścią.
Wtedy to masakra!!!!
Szkoda , ze autor nie napisał skąd wytrzasnął ta wizje i jak ja nagrał:)
W filmie Rosenkrojca( oryginale), główny bohater, po wielu rozterkach, zamiast się schować przed słonkiem, postanawia zostać na powierzchni ziemi. To nie koniec, mówi jego tato i płoną w objęciach.
Większość ezoteryków robi teatrzyk ze swoimi wizjami. Mam nadzieje , ze nasze ćwiczenia trochę załagodzą napięcia i wygładzą roztrzepane czupryny Wernyhorom
Hej Ajzis:
******
A tutaj wklejam tekst Rosenkreutz:
Rosenkreutz
25.01.2010 – 17:36
25.01.2010
Informacja ta ma na celu ostrzeżenie przed działaniami propagandy rządowej w masowych mediach na przełomie roku 2011 i rozpowszechniana jest od początku 2010 roku przed jakimikolwiek publicznymi informacjami dotyczącego tego tematu. Proszę o rozpowszechnianie tych informacji dla jak najszerszego grona osób.
Wszechświat działa matematycznie. Każda planeta jak i jednostka na niej, każde działanie jest matematyczne. Dzięki znanym prawą wszechświata człowiek może obliczyć z dokładnością do sekundy jego działanie, dzięki temu miedzy innymi wiedza ta pozwala nam lądować na innych planetach czy księżycach.
Na przełomie kilku tysięcy lat, pewne istoty kontrolowały naszą planetę poprzez utrzymanie nieświadomości wśród ludzi i uwięzienie ich w nieświadomej iluzji nazywanej fałszywie “życiem”. Przeciętny człowiek jest nieświadomy swoich uczuć ani myśli które tworzą jego rzeczywistość fizyczną. Nie jest przyczyną swojego działania, nie rezonuje świadomością w wymiarze przyczynowym lecz działa zaprogramowany przez wymyślny system antychrystów w rządach ( UK, USA, Watykan, Izrael ).
Na przełomie 2011 roku, masowe media prawdopodobnie będą starać się namówić ludzi do zejścia pod ziemię ( do wybudowanych tam miast lub bunkrów ) w celu uniknięcia śmierci w czasie pewnej specyficznej aktywności słońca.
Jest to naturalne, matematyczne działanie które powtarza się co określony czas i dotyczy wszystkich planet i układów słonecznych. Nasza planeta przed końcem 2011 na 3 dni straci atmosferę. Jednostki na niej które nie będą potrafiły samodzielnie stworzyć grawitacji przestaną istnieć. Grawitację można stworzyć poprzez miłość, jest to matematyczne działanie i opiera się na podstawowych prawach wszechświata które nie są znane przeciętnemu człowiekowi poprzez blokowanie tych informacji w masowych mediach.
Rok 2012 nie jest rokiem końca świata lecz zakończeniem cyklu jego matematycznego działania mającym na celu zwiększenie wibracji energii i zmianę gęstości fizycznej.
Apeluje do wszystkich ludzi, nie schodźcie pod ziemię. Nie czujcie strachu lecz kochając w pełni siebie i innych ludzi wyjdźcie przywitać nową erę odzyskując świadomość własnej istoty i uwalniając się od fałszywej iluzji którą starano się wpoić ludziom i która kontrolowała nieświadome pokolenia przez tysiące lat. Ziemia nie uchroni nikogo, zejście do rządowych placówek skończy się o wiele bardziej brutalniejszą śmiercią dla przeciętnego człowieka który ma możliwość oczyszczenia się i przeżycia na powierzchni ziemi.
Apeluje także o kontrole własnych emocji i myśli, nie pozwólcie żeby masowe media, osoby manipulujące wami pozwoliły abyście mordowali się wzajemnie o fałszywe prawdy i cele. Rządy i osoby je kontrolujące od kilkunastu lat starają się stworzyć konflikt światowy przeciwko Rosji, Iranowi i Chinom umożliwiający stworzenie jednego światowego rządu.
Apeluje także o nie szczepienie się przed wirusami grypy pochodzenia zwierzęcego. Wirusy te są pochodzenia laboratoryjnego a szczepionki wywołują mutację wirusa grypy co prowadzi do śmierci osoby zaszczepionej.
Apeluje o otwarcie oczu, o otwarcie serca i umysłu w imię światła, w imię miłości, w imię życia !
Po szczegóły aby w pełni zrozumieć umieszczone tutaj informacje i posiąść odpowiednią wiedzę niezbędną do normalnego funkcjonowania człowieka we wszechświecie odsyłam ku wykładom i naukom poszczególnych osób:
David Icke, Dan Winter , Gregg Braden, David Wilcock, Nassim Haramein i wiele innych.
Na tym filmie ufolo-aniołowie, podali telepatycznie rożnym ludziom, na kilkadziesiąt lat do przodu, informacje dotyczące nadchodzących katastrof, ilość ofiar i dokładne miejsce katastrofy.
Ostatnim wypadkiem przed samym końcem świata, zanotowanym na liście zdarzeń był wypadek samolotu, chyba po jakimś trzęsieniu czy powodzi…..

rugwa
20:59
Masz rację, to faktycznie bardzo dziwne… Tym bardziej, że tego filmu nie oglądałam.
Dziś nad ranem miałam dziwaczne oobe, które może mieć związek z odzyskiwaniami na Haiti. Jak zdążę, to jeszcze dziś opiszę. Mam nadzieję, że to nie kolejny scenariusz jakiegoś filmu

Zbyszek
Brus opowiadał swoja przygodę z odzyskania pilota . Wylądował na statku kosmicznym . Za sterami siedział kosmita i coś mu opowiadał. Odrzucił taka interpretacje, domagając się dokładniejszego odczytu. Dekoracja się mu zmieniała 3 razy. Czując w tym swojego interpretatora, walczył dalej o rzetelność wizji.
Chyba za 3 razem pojawił się dopiero w samolocie z amerykańskim zmarłym pilotem.
Na końcu powiedział, ze prawdopodobnie nie miało wielkiego znaczenia, czy był to kosmita czy amerykański żołnierz. On był ciągle w tym samym miejscu i pomimo zmieniającej się dekoracji, był nadal przy tej samej osobie. Zarówno kosmita jak i żołnierz został przez niego obudzony, i zainteresowany odmiennością percepcji po śmierć. To by wystarczyło. Odzyskiwanie by się i tak odbyło, w obu przypadkach.
Wielokrotnie natrafiałem w czasie spotkań ze znajomymi na śnienie w śnie. Po krótkim spotkaniu w astralu jedna z osób wpadała w sen mentalny, tracąc z druga osoba natychmiast kontakt. Cos jak sen w śnie tyle ze już poza ciałem. Wtedy skojarzenia wodziły nas za nos, uniemożliwiając wręcz dalsza rozmowę.
Watki snu się rozdwajały, niby rozmówcy dalej ze sobą rozmawiali, ale każdy myślał o czymś innym.
Przebiega to tak szybko i niepostrzeżenie , ze nie daje się wręcz wyłapać, zwłaszcza gdy komuś świadomość zaczynała słabnąc.
Bardzo często zdarzyły mi się spotkania w których przypominałem sobie jakieś historyjki a znajomi je śnili w astralu. Mogli to robić nawet parę dni później, jakby się zastanawiając jak zareagować i czy w ogóle wziąć udział w zaproszeniu.
W najbliższym czasie dam sobie spokój z pisaniem na forach, chwytam za pędzel wybierając karierę artystyczna.
A wiec czas na małe podsumowanie naszej współpracy.

Rugwa
HAITI PART 2
Znajduję się w dość zapuszczonej szkole. Wychodzę wraz z uczniami ze stołówki – wszyscy razem, owczym pędem chcemy się koniecznie wydostać ze szkoły, nawet czekamy w dość długiej kolejce, żeby tego dokonać. Z jakiegoś powodu czuję, że nie mogę zawrócić, bo byłoby to niewłaściwe, a nawet niebezpieczne w tej sytuacji. Zresztą nikt nie zawraca, wszyscy chcą się stąd wydostać. Bardzo źle się czuję ściśnięta w tłumie, nie chcę poruszać się wraz z nim i w ogóle nic mi nie pasuje…
UFF, NO TAK. PRZECIEŻ TO SEN – uświadamiam sobie z ulgą i już bez żadnych oporów zawracam, wydostając się tym samym z kolejki. Nie widzę jednak innego wyjścia z budynku, ale SKORO TO SEN, TO PRZEJDĘ SOBIE PRZEZ ŚCIANĘ ludzie patrzą się na mnie jak na kretynkę, ale nie zamierzam zwracać na nich uwagi.
Wsuwam prawą dłoń w ścianę i myślę: PRZECIEŻ MOGĘ SOBIE W TEJ ŚCIANIE ZROBIĆ SOBIE OTWÓR, NIE MUSZE PRZEZ NIĄ PRZECHODZIĆ/PRZENIKAĆ Wsuwam druga dłoń w ścianę i rozpościeram ręce na boki, tworząc tym samym otwór w ścianie o szerokości i wysokości wysokich drzwi. Zauważam, że ściana jest bardzo gruba – jakieś 20 cm, bardziej pasuje mi to na drzwi do sejfu w baku, a nie szkolną ściankę przechodzę przez stworzony przeze mnie otwór i momentalnie znajduję się na dachu budynku szkoły. Przed sobą w oddali dostrzegam coś na rodzaj zdewastowanego zamku z szarej płyty – O, TO PRAWIE JAK W MOIM WCZORAJSZYM OOBE – myślę i w tej chwili właśnie uświadamiam sobie, ze jestem poza fizycznym ciałem. Czuję falę wibracji, przechodzących przez moje ciała.
Przypominając sobie moje wczorajsze oobe zadania postanawiam kontynuować pozbywanie się lęków przed spadnięciem z wysokości. Decyduję się na skok z budynku, będąc przekonana, że wzbiję się w powietrze. Ku mojemu zdziwieniu po prostu spadłam w dół „na klatę” i delikatnie położyłam się na podłożu – NO TAK, NAWET JEŚLI SPADNĘ W OOBE Z WYSOKOŚCI, TO NIC MI SIĘ NIE STANIE – KOLEJNA LEKCJA ZALICZONA. 8 PIĘTER, JESTEM zajefajna – pomyślałam, spoglądając na wysokość szkolnego budynku i poszłam badać teren.
Krajobraz nie wyglądał zbyt przyjemnie – zawalone budynki, zgliszcza; ziemia była ciemna, jakby popalona, totalna dewastacja. Wokół pełno, chaotycznie biegających ludzi. Jedni padali ofiarami drugich – domyśliłam się, że ci „źli” wykorzystują sytuację popłochu dla swoich własnych korzyści.
Poczułam, że ludzie potrzebują pomocy, nawet rozmawiałam z kilkoma z nich – próbowali sobie wzajemnie pomagać i bronić się przed tymi „złymi”. Postanowiłam zrobić coś hardkorowego, żeby nie czuli się osamotnieni. Cały czas przemieszczałam się za pomocą latania, a teraz zmieniłam wygląd swojego lotu na typowy dla Supermana, z rękoma zwiniętymi w pięści i wyciągniętymi przed siebie Krzyknęłam do ludzi: WIEM, ZE POTRZEBUJECIE TERAZ SUPERBOHATERA, JA JESTEM SUPERBOHATEREM!! Miałam też bardzo wyraźne uczucie, że takich „superbohaterów” jak ja jest tu więcej tylko nie zdają sobie z tego sprawy. Chciałam, żeby wzięli ze mnie przykład i napełnili się odwagą. Część ludzi patrzyła na mnie z niedowierzaniem, że latam i w ogóle… część cieszyła się na mój widok, a ci, którzy „broili” dość niechętnie przyjęli mój superlot.
Najbardziej otwarte były na mnie dzieci, więc nie zastanawiając się długo wzięłam czwórkę dzieci pod lewą pachę i gdzieś z nimi poleciałam.
Atmosfera chaosu chyba trochę mi się udzieliła, bo stopniowo zaczęłam tracić świadomość. Potem pamiętam tylko, że spotkałam moją kuzynkę ze znajomą i dałam im się „wciągnąć w sen”.
Podczas tego doświadczenia nawet nie przyszło mi do głowy, że byłam na Haiti. Dopiero podczas analizy wydarzeń myśl o katastrofie haitańskiej zapaliła lampkę mojej świadomości.
Później, tego samego dnia, wybrałam się raz jeszcze do miejsca z mojego oobe, żeby zobaczyć, co się stało z dziećmi, które wzięłam „za pazuchę”. Oto, co zobaczyłam:
Leciałam z dziećmi jeszcze krótką chwilę, po czym postawiłam je z powrotem na ziemi i zaczęłam emanować ze swojego serca w ich kierunku białą energię Czystej Bezwarunkowej Miłości. Otoczyłam tą energią dzieci i znalazły się w środku czegoś co przypominało nie tyle kokon, co owoc miechunki rozdętej, skierowany czubkiem do góry, zbudowany w całości z CBM. Dzieci uradowane poddawały się temu procesowi bez sprzeciwu. Od powierzchni ziemi aż do nieba i jeszcze dalej – zapewne do Focusa 27, jak mniemam – utworzyłam białą linę z CBM, a miechunko waty kokon z dziećmi umieściłam na linie w ten sposób, że przypominało to wszystko windę.
Roześmiane dzieci jechały „windą do nieba”, gdzie już czekało na nie pełno znajomych zmarłych ludzi. Niektóre dzieci witali rodzice – bardzo wyraźnie pamiętam matkę pewnej dziewczynki, witającą ja serdecznie, była dość dobrze zbudowaną murzynką około 35 lat, ubrana w ładne jasnoniebieskie wdzianko. Samą dziewczynkę tez pamiętam dość wyraźnie. Było jaj na imię Kari, czy coś w tym stylu, miała około 5 – 7 lat, ubrana była w brudnobiałą sukienkę bez rękawów, a na swoich afro włosach miała opaskę.
Pamiętam jeszcze słabo chłopca, którego rodziców nie było w „niebie” i z początku czuł się trochę osamotniony, spoglądając na spotkania swoich przyjaciół z rodzicami. Wyglądu reszty dzieci nie potrafię odtworzyć w pamięci.
Zastanawiało mnie, czemu nie prowadzę dzieci do pustynnego namiotu, ale za chwilę uświadomiłam sobie, że te dzieci nie musiały przechodzić kwarantanny, mającej na celu oswojenie ich z własną śmiercią."

Haiti - część druga


"RELACJE UCZESTNIKOW.
Wyprawa do krysztalu Brusa Moena i na Haiti-3

morios

czesc wszystkim jestem nowy jesli chodzi o obei pewnie takich nie lubicie no ale coz zaryzykuje tak czytam wasze wypowiedzi i niewiem co o tym myslec o co chodzi z tymi spotkaniami itd ? naprawde sie tak spotykacie w astralu ? naprawde zgłupialem i prosze nie zartujcie sobie jeszcze dodatkowo ze mnie bo juz wystarczajaco mi sie w bani poprzewracalo

Zbyszek
30.01.2010 – 23:56
Nie, wlasciwie to się nie spotykamy , a szukamy śladów po sobie. Człowiek ma wiele, ze tak powiem części a my się staramy je spotkać lubi odnaleźć.. Jedne zawierają w sobie nasz ksztalt, taki sam jak ciało fizyczne a inne fragmenty z pamięcią.
Gdy coś zobaczymy to się pytamy.
-Hej stary a nie zgubiłeś przypadkiem jakiegoś kawałka?
-A tak, zapodziałem gdzieś dzieciństwo i 3 kompleksy.
-A wiesz właśnie mam jeden z twoich na garbie, bo mi sie przykleił i za diabla nie chce puścić.
-A dzięki, ten był najgorszy, sam się go teraz pozbądź, ja już go nie chce.
I takie to są nasze spotkania.
A wiec lecimy w niedziele. Haiti jako cel ma dla duże znaczenie, . jest tam sporo ruchu, mnóstwo zasłużonych, będzie łatwiej o potwierdzenia. Ostatnia wyprawa to mega giga jazda z cyframi i filmem:)
Mnie się cały tydzień tak ciągnęło:)

Wklejam historyjkę z notatnika o krysztale Brusa. Powtórka, ale coś dla początkujących parę info o krysztale Brusa.
Siedzimy sobie na krzesłach a Brus opowiada o nim. Mowi oszczędnie, wiadomo sami mamy go zobaczyć a potem podzielić się opisami.
Zaczynamy powiedział.
Siedzę na krześle a tu nic. Nagle pojawiam się przy podeście z kafelkami o szachownicy czarno- białej. Podest na 15 cm, szeroki na parę metrów w kręgu . Widać go dobrze, jak żywy. Odwracam głowę, wszystko się rozciera we mgle. Brus na 2 metry stoi obok mnie, ciągnie się jak mgła . E to niemożliwe, pomyślałem.
Ale majaki.
Otwieram oczy , spoglądam na sale. Ludzie siedzą na krzesłach , śpią chyba, nic się nie zmieniło. Wpadam znowu w siebie i szukam kryształu. Mam coś białego w szarości. Nie da się sprecyzować, okrągłe albo jajowate, mgli się odcinając od szarego tła. To przecież żaden kryształ, tylko bania neonowa!!
Gdy Brus się pytał, to nie powiedziałem o kafelkach, myśląc ze to jakieś majaki.
To był błąd. Trzeba się było odważyć. Gdy Brus wspomniał o podeście i kafelkach czarnobiałych, ludziom otwarły się gęby. Ja takie widziałam, i ja widziałam podest, wrzeszczeli wręcz podnieceni ludzie, w rożnych częściach pomieszczenia.
Tez powiedziałem o kafelkach trochę się jeszcze wstydząc, przecież to majaki a on mówi ze są tam kafelki.
Brus opowiadał dalej. Kryształ przykryty jest wielka kopula. Na ścianach bogata intarsja z drewnianych szpargałów, poprzetykana jest z rożnymi przedmiotami.
Przy ścianie ciągnie się wysoka balustrada na pól pietra. Stoją tam ludziska i się czemuś przyglądają.
W kopule znajdują sie boczne wyjścia, szerokie drzwi, do rożnych ogrodów( chyba 4). Jeden japoński.
Dziewczyny opisywały fragmenty pięknej roślinności, bo ktoś gdzieś tam kogoś widział jak jechał na wielbłądzie.
Na koniec Brus opowiedział ciekawostkę. Ten podest już dawno usunąłem ale on ciągle się pojawia kursantom, taki jest niesforny.

W podróżach Moenowskich wystarcza koncentrować się na znajomych, by dolecieć do nich mentalnie. Wyobrażać sobie , lub wspominać z nimi rozmowę, no i trochę malusieńskiego transu do tego, przygapić się na chwilkę:)

Po odwiedzinach Sosny w jej śnie, mojej, nieistniejącej pracowni, na 2 pietrze , zona odśniła sobie natychmiast , ze spadam z bardzooooo wysokich schodów
Ale nic ci się kochanie nie stało. wstałeś obtrzepałeś się i poszliśmy dalej.
Mam schody w wynajmowanym domu, dwupiętrowe, z zaczętym od lat wielkim obrazkiem, ciągnącym się przez wszystkie kondygnacje. Zastanawiałem się kiedyś, czy na samej gorze, w obok pokoju córki, nie zorganizować zastępczej pracowni.
Hej Ajzis
( niedziela rano)
Mnie za to się śniło ze opuściłem obczyznę i powróciłem do Polski na stale. Gdy tak jęczałem, pojawił się głos. Co się martwisz, to ona to zrobiła. Pstryknęło coś we mnie i w głowie mi przejaśniało. Uśmiechnąłem się i coś puściło. Spotkałem wielu znajomych, objadałem się papierówkami, ktoś podrzucił truskawki w koszu.:)
Parę dni temu, wysłałem myślowe pozdrowienie do Sylverki- Śniła w nocy horrory o obozie koncentracyjnym. Watek podobny do obejrzanego prze ze mnie w tygodniu filmu, tyle , ze bez gwałtów. Zareagowała blyskawicznie na zaproszenie z Norymbergi. wybierając się osobiście do Niemiec, ale w paskudnej juz dekoracji.

pozdro i do jutra
jeje

ajzis
26 31.01.2010 – 10:41
Moja relacja:
Udało mi się wyjść:) W ogóle to zauważyłam, że w niedziele o wiele łatwiej przychodzi mi oobe, ta świadomość o tym eksperymencie wiele mi daje. Stoję na środku mojego pokoju i czuję,że coś mi ciąży na plecach i ciśnie mi na głowę, to było straszne, szarpałam się z tym jakiś moment, patrzę a to krzesło, myślę sobie co za astralne krzesło przyczepiło mi się do mojego astralnego ciała, trudno polecę może ktoś mi pomoże odkleić to ode mnie, niestety ciężar był tak dużo,że nie mogłam się wzbić. Nie wiem dlaczego, ale Zbyszku pomyślałam o Tobie, żebyś mi pomógł. I faktycznie od razu po tej myśli krzesło puściło, a ja czułam jak spływa tak pomału ten ciężar, wspaniałe uczucie, Dzięki Zbyszek! Od razu wystrzeliłam przez okno, latałam sobie podziwiając okolicę, było jak zawsze, niby nic się nie zmieniło, ale zaraz zorientowałam się, że nie ma śniegu,a przecież u nas wszystko zasypane. Pomyślałam o krysztale, zaczęło mnie gdzieś ściągać i traciłam widoczność, nic nie widziałam, po chwili zatrzymałam się i czułam ,że zawisłam a dookoła mnie ciemność, czułam ciemność i tą przestrzeń, czułam też ,że jest ktoś obok mnie. Jednak świadomość,że nic nie widzę, sprawił,że miałam już dość i zapragnęłam wrócić do ciała. Wróciłam bez problemu. To tyle na Haiti nie udało mi się dotrzeć, za dużo czasu straciłam szarpiąc się z tym krzesłem;)

rugwa
01.02.2010 – 15:15
Tym razem na Haiti wybraliśmy się wspólnie z Draqiem.
Najpierw przy krysztale zobaczyłam Zbyszka i Draqa, widziałam też wiele innych osób, których nie mogłam rozpoznać – jawiły mi się jako snujące się szare cienie. Draq odstawiał jakieś śmieszne tańce, a Zbyszek po prostu stał i jakby czekał częściowo nieobecny. Wlazłam do kryształu, naładowałam się jego energią, a potem jakoś dostaliśmy się na Haiti – nawet nie pamiętam jakim sposobem.
Znalazłam się w zdewastowanym miejscu, znanym mi z mojego ostatniego haitańskiego oobe. Zbyszek poleciał w górę – miał na plecach coś w rodzaju czerwonego plecaka z czerwonym krzyżem na białym kwadracie. Lecąc w sobie tylko znane miejsca krzyknął do mnie: Rugwa, ty zajmij się sektorem południowym! Draqa gdzieś straciłam z pola widzenia i jak się później okazało zawrócił, by ładować się i oczyszczać energetycznie.
Chodząc po ruinach spotkałam Shanti – mojego dobrego duszka :* Shanti to przyjaciółka moja i Draqa, około 3 letnia dziewczynka o ciemnej skórze – nieokreślonej narodowości – coś w stylu Hinduski. Miała dziś na sobie różową sukienkę, włosy splecione w dwa warkoczyki, a w dłoni trzymała szmacianą lalkę. Shanti pomagała mi w odnajdywaniu ludzi.
Zobaczyłyśmy budynek, w którym znajdowało się na moje oko około 30 osób. Ale co zrobić z taką dużą grupą? Nagle zobaczyłam jak niczym spod ziemi wyrósł biały kwadratowy budynek z czerwonym krzyżem – to szpital, w którym pracowali Pomocnicy, wszyscy bardzo szczerzę uśmiechnięci zresztą. Potrafiłam telepatycznie kontaktować się ze szpitalem; wysyłałam stamtąd karetki i nosze, zwoływałam pielęgniarzy i lekarzy. Niektórych ludzi odprowadzałam do szpitala osobiście, niektórzy szli do szpitala samodzielnie. Jednak nie każdy był taki chętny, część osób zachowywała się nieufnie, po prostu się bali, nic w tym dziwnego.
Shanti pokazała mi jak za pomocą prostego gestu rąk uaktywnić czakram serca i wysłać z niego bladoróżową energię miłości. Ta budyniowa energia miała konsystencję dymu, w jakiś sposób „oszałamiała” ludzi – była jak mgła, wprawiająca w błogość i ekstazę każdego, kto się z nią zetknie. Dzięki temu błogostanowi ludzie przestali się bać i sami kierowali się do szpitala, wiedząc, a raczej czując, ze tam właśnie otrzymają upragniona pomoc.
Shanti jeszcze coś tam pogrzebała mi sercu swoimi małymi paluszkami, usprawniając działanie mojego cza kramu. Dzięki temu moja różowa energia zyskała nową właściwość – oprócz nawoływania/zwabiania ludzi potrafiłyśmy za pomocą sercowej energii lokalizować osoby, ukrywające się jeszcze w ruinach. To było coś jak sonar zlokalizowałyśmy kolejną grupę w tunelu zniszczonego budynku nieopodal. Gdzieś w przestworzach latał Zbyszek, wypatrując „zdobyczy” i sprawdzając jak sobie radzimy
Moja świadomość powoli słabła i razem z Shanti zdecydowałyśmy, że wystarczy już na tę chwilę. Wróciłam do kryształu, zrobiłam wewnątrz niego gigantycznego pirueta i cofnęłam swoją świadomość całkowicie do fizycznego ciała.
Tyle ode mnie, pozdro

Pływak
po 22giej położyłem się i zacząłem medytacjami, koncentrując się na krysztale.Wywołałem swojego opiekuna z prośbą o poprowadzenie mnie na Haiti. W pewnej chwili znalazłem się w kręgu walk. To było zniszczone miasto, w którym panował totalny chaos. Ludzie uciekali przed sobą, kryli się po stojących jeszcze budynkach i ruinach. Jakiś chłopiec złapał mnie za rękę i powiedział: musimy przedostać się na druga stronę rzeki, bo oni zaraz nas zaatakują. Widziałem co jest po drugiej stronie (zburzone fabryki, zakłady, hale itp.) ale nie wiedziałem jak tam się przedostać.
-Możemy tam przelecieć – mówię do małego
-Ale ja nie potrafię. Idziemy do mostu.
Niestety, most był zburzony. Wtedy zaczęli atakować. Przyłączyła się do nas grupka przerażonych cywili, dorośli, dzieci, wszyscy chcieli się ukryć. Otoczyłem ich opieką a chłopak, który mi towarzyszył od początku, zaprowadził nas do schronu. Był to zburzony budynek.
-Znam tu pewne przejście na drugą stronę! – zawołał do nas.
-No to jazda, szybko – pogoniłem go.
Posuwaliśmy się przez jakieś ciemne pomieszczenia, potem zaczęło się robić coraz jaśniej, komnaty były już normalnie urządzone, widać było bogactwo i, co zwróciło moją szczególną uwagę, tapety, kolorowe tapety na ścianach. Potem była już tylko jasność i… zapadłem w sen.
Całość mojego LD nie trwała długo w realu, chociaż tam wydawało się, że był to ciężki dzień i noc.

Zbyszek
Mój opis eksperymentu jest dosyć długawy, wiec wklejam jedynie linka.
Zrobiłem na eksperymencie niecny podstęp:) Brawo dla Rugwy, nie dala się podejść,

rugwa
02.02.2010 – 23:54
No właśnie podejrzany mi byłeś przy tym krysztale – jak taka kukła stojąca i wpatrująca się w nicość
Zastanawiałam się, czy przypadkiem nie jesteś gdzieś indziej i od razu skojarzył mi się eksperyment, w którym to ja byłam nieobecna, a ty wychwyciłeś mnie też jako taką kukłę. Może to jakaś kukłowata reguła

Zbyszek
Fajnie Rugwa , ze dołączyłaś z takim zacięciem. Jeśli możesz, to opisz proszę dokładniej wrażenie jakie zrobiłem na tobie:) Z twojego opisu może jeszcze się da coś wygrzebać.. W w tym jak wyglądamy i jak się zachowujemy znaleźć powinniśmy wszelkie tajemnice świata.
Iza nadesłała mi opisy przygód ze swoim psem. Nieprawdopodobne jak potrafiła się wspaniale z nim zestroić.
Sam pamiętam jak mój psiak reagował na tatę, wracającego o rożnej porze do domu z pracy. Stal parę minut pod drzwiami i skakał jak opętany. Po chwil wchodzi tata do mieszkania i witał się z nim wesoło.
Takie przykłady mnie bardzo cieszą. Nie dadzą się wyłgać nauką.
Mam pomysł na kolejny eksperyment. Będziemy potrzebować jakieś zwierzaki lub wspomnienia o nich.
Ćwiczenie będzie trochę trudniejsze, ale co tam. Damy przecież rade!!!
Kiedy s w zoo przyglądałem się wielkiemu akwarium. Nagle wyskoczyło mi z niego wielkie monstrum, przez szybę, zbliżając się do mnie jak wielka ryba. Wstrząsnęło mną solidnie i zatrzepało z wrażenia, gdyż widziana forma była nieostra i wyskoczyła na wprost mnie z duża prędkością, z zamulonej, zielonkawej wody.
Odsunąłem się ździebko przerażony. Po chwil, podpłynął w fizyku wielki zwierzak pod sama szybę. Nie widziałem go dokładnie, gdyż wkrótce znudzony sobie dalej popłynął. Była to jakaś wielka foka, czy najeżony jeleń morski z lornetką?
Osoby nie postrzegające ciałek- myślokształtów, reagują na takie niefizyczne spotkania strachem i nieuzasadniona dla nich obawa, trudnym do określenia niepokojem

rugwa
Ok Stałeś przy krysztale niczym posąg – zupełnie nieruchomo ale mimo tego widziałam, że to ty. Wydało mi się dziwne, że się nie ruszasz i jak bardziej się przyjrzałam, to okazało się, że jesteś przeźroczysty – jakby to był tylko twój hologram. Mimo tego wiedziałam/czułam, że łapiesz kontakt ze mną i z Draqiem, którego zresztą widziałam bardzo wyraźnie pod kryształem. Inne osoby też widziałam, ale były poruszającymi się cieniami, z którymi nie mogłam załapać kontaktu, nie potrafiłam też rozpoznać ich tożsamości.
Ta twoja kukła pod kryształem spełniała rolę jakby strażnika/pomocnika, który sprawdza czy eksperyment przebiega prawidłowo, czy wszyscy dotarli na miejsce, a jeśli nie to im w tym pomoże. Czułam na 100%, że nie jesteś tu obecny całkowicie, ale myślałam, że po prostu penetrujesz już Haiti, a swój hologram zostawiłeś dla spóźnialskich. Potem, po moim powrocie przyszło mi na myśl, że mogłeś być zupełnie nieobecny, ale szybko to odrzuciłam, bo wydało mi się mało prawdopodobne.
Twój posąg, a raczej odczucie od niego pokazało jak z kryształu przedostać się na Haiti – niestety całej procedury nie pamiętam – wiem tylko, że polecieliśmy w górę. Twoja postać na Haiti była już inna od spod kryształu, bardziej wyraźna i zaangażowana – latała gdzieś, pomagając ludziom, i sprawdzając jak radzą sobie niedzielni eksperymentatorzy Pomimo, że widziałam cię, a nawet rozmawiałam z tobą na Haiti to czułam, że twój hologram pod kryształem wcale nie zmienił swojego położenia – po prostu byłeś w kilku miejscach jednocześnie.
To już chyba wszystko Pomysł doświadczenia ze zwierzętami podoba mi się. W moim miejscu w Focusie 27 obcuję z lampartem i dwoma krokodylami, więc jakiś podkład pod zwierzęce energie posiadam."


źródło:

Skopiowane za zgodą Zbyszka z http://cialka.net/
część pierwsza z http://cialka.net/bruce-moen-wingmakers_1970.html
część druga z http://cialka.net/telepatia-4_2108.html



Redagowane prze VVii

tagi
Bruce Moen, odzyskiwanie, eksperymenty pozacielesne, niefizyczne wyprawy, Haiti, kryształ Bruce'a



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group