Towarzystwo Obenautów Polskich


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
OOBE kontakt z nieznanym.
Autor Wiadomość
grzecho


Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 14
Skąd: Cieszyn
Wysłany: 2012-05-07, 14:06   

Ja rozumiem. Mnie się rozchodziło tylko o ogólnie przyjęte pojęcie dobra i zła.
 
 
Zygmunt
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-28, 16:10   

Witam Moi drodzy.
Tak czytam sobie Wasze wypowiedzi w tym temacie, czyli OB. i czym ono jest dla Mnie osobiście. No i sam zacząłem zastanawiać się nad tym zagadnieniem. Muszę przyznać, iż tylko z pozoru odpowiedź jest taka prosta. Powiem więcej. Ani nie jest proste, ani odpowiedź na to pytanie nie jest możliwa w jednym zdaniu. Moim zdaniem, to co Ja osobiście mogę powiedzieć, o OB. – to tylko tyle, iż jest na owy temat definicja. Definicja określająca, czym jest OB. od strony naukowej. Jak to rozumieć w możliwie, najprostszy sposób. Ale dla Mnie to tylko tyle. I to z założeniem, iż ową definicję ustalił również ktoś, z zewnątrz. (Z całym szacunkiem dla tego Człowieka, czy też ludzi), ale mogę rzec, iż określenie w tym temacie, jest, li „Ich” określeniem, ich zdaniem. Ale czy Moim? Myślę że nie. I tak naprawdę, nie sądzę, by do czegokolwiek potrzebne Mi jest określenie, czym jest owe „OB.” Dla Mnie osobiście jest bardzo ważne to, co niesie dla Mnie osobiście tam możliwość, jaką jest „OB.”, czy też świadomy sen. Dla Mnie to jest wielkim dobrem, wspaniałą falą rozwoju, i ponownego odbudowania „Siebie”, własnego „JA” – a nie trwanie w ustalonym pozornym Ja cielesnym, znanym, wyuczonym.
Wydaje Mi się wielkim błędem ( tak uważam, i to jest tylko Moje zdanie ), iż stratą czasu, łączyć temat OB. z tematami wiary, religii, Boga, czy nawet czy jest to okultyzm, czy też nie. Bo patrząc na to zagadnienie w ten sposób, nie robiłbym nic innego jak powielałbym szablony tych, którzy chcą, bym tak myślał. Naturalnie każdy ma prawo wyboru, jak i prawo do własnego zdania – i to prawda. Ja wybrałem OB. – jako rozwój własny, odbudowę „Siebie”, jako wizerunku który zapomniałem, z chwilą pojawienia się tu w rzeczywistości na ziemi, w ziemskim, fizycznym życiu. Zwarzywszy na fakt, iż wszelkie szablony, nauki, prawdy – płynące z zewnątrz zawiodły – nie mam innego wyjścia. Naturalnie przez wiele lat – przyznaję – miałem inne, diametralnie odmienne zdanie. Ale i wiem dla czego? Miałem takowe dla tego, iż od dzieciństwa do jakiegoś tam punktu w moim życiu, niemal ślepo powtarzałem to, co wkładano Mi w usta, w umysł, w dłonie. Obecnie od chwili, gdy na Mojej drodze pojawiło się zagadnienie OB. i świadomego snu – myślę – zacząłem wreszcie myśleć w sposób, w jaki powinienem myśleć. W sposób jaki winno się uczyć każdą istotę od dziecka. Bo obecnie uważam, iż nikt nie ma prawa narzucać własnego zdania innemu, nakazując, że tak ma być, że jest to jedyna racja jaka istnienie.
Osobiście nie widzę OB. jako zagrożenia. Jeśli mam czyste intencje, traktując owy stan, li tylko do własnego rozwoju, zobaczenia „Siebie” w taki sposób, w jaki winienem widzieć, jaki jest – to jak mogę tkwić w skorupie lepionej przez wiele lat przez innych, nie przeze Mnie. Od chwili gdy zacząłem analizować siebie samego, wciąż otrzymywałem odpowiedzi negatywne. Analizując chociażby wszystko to, co muszę czynić by przetrwać – już mam odpowiedź, iż czynności te, są narzucone. Od dawna zastanawiałem się nad tym, dla czego niemal wszystko, tu na ziemi, w tej rzeczywistości zależy od kogoś lub czegoś, co sprawia, że zmuszony jestem o to niemal walczyć? To nie jest w porządku, iż niemal każdą rzecz, każdy fakt – zależy od pieniędzy. A te nie zależą ode Mnie, a znowu od innych. Żywność – pieniądze. Ubranie – pieniądze. Mieszkanie, dom – pieniądze. Zdrowie – pieniądze. Nawet relacje ludzi na ogół (jak zaobserwowałem), w dużej mierze zależą od pieniędzy. Naturalnie nie generalizując.
Mnie to nie odpowiada. Zdając sobie z tego sprawę, postawiłem na własny rozwój, bez wpływu innych, bez ich racji, szablonów, prawd. Dla Mnie OB. to właśnie taki rozwój, i tylko tak to postrzegam. Osiągając tę umiejętność OB., mam wreszcie możliwość uwolnienia się – choć z dużej części – od więzów ciała fizycznego, i niedoskonałości tej sceny, jaką jest rzeczywistość ziemska. Choć w pełni zdaję sobie sprawę, iż ta scena nie jest przypadkowa. To ma swój cel. Więc zajmuję się li tylko tym, czego mam się nauczyć. Osobiście dla Mnie ważne są uczucia, odczucia jako siły, fala, moc płynąca od istoty do istoty. Z wszechświata do Mnie, obok Mnie, przeze Mnie. Rozpoznanie czym jest, odpowiednia reakcja, wybory, zatrzymanie tego co jest dla Mnie korzystne, a nie reagowanie na to, co nie korzystne – to jest nauka jakiej szukam.
Dla Mnie Bóg i tego typu zagadnienia, to nie jest nic innego, jak MIŁOŚĆ. Czysta, bez ograniczeń, bez warunkowa – jak i wszystko, co jest z nią związane. To jest Bóg. Do takiego rozwoju, nie potrzebne Mi jest miejsce, i mnóstwo ziemskich ograniczeń. To nie jest proste, i zdaję sobie z tego sprawę – ale to jestem „JA”. I do tego dążę.
Pozdrawiam serdecznie.
 
 
ComfortablyNumb 


Dołączył: 30 Mar 2012
Posty: 260
Skąd: wibracji
Wysłany: 2012-09-28, 16:23   

Witaj serdecznie, od momentu kiedy założyłem ten temat moje zdanie sie zmieniło diametralnie co do tych zjawisk (LD,OOBE) poprzez powolne poznawanie ich. Gdy zacząłem ów temat byłem jeszcze "zagubiony" teraz już nie jestem mam swoje ugruntowane zdanie na ten temat. Masz racje nie można tego zrownywac z religią. Gdyż religia jest w dzisiejszych czasach przeinaczona, zniekształcona i każdy wie co mam na myśli. Mimo iż sama w sobie nie jest złem. Owszem "Bóg", "wyższa jaźń", "stwórca" jest napewno miłością, czystą, nieskończoną, niezniszczalną, miłością. A każdy człowiek jest panem swojego losu. Zgadzam sie jak najbardziej z reszta twojej wypowiedzi.
_________________
Prawda to kraina bez dróg
 
 
Zygmunt
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-29, 15:52   

Witam serdecznie wszystkich.
Odpowiedź dla ComfortablyNumb.
Fakt iż zmieniłeś własne poglądy, poprzez własne przemyślenia – jest już wielkim sukcesem. Tak jak wielkim sukcesem jest, iż sam stwierdzasz to bez ogródek. To bardzo znaczący krok, ku rozwojowi w odpowiednim kierunku. Jedno chciałbym zaznaczyć. W żadnym wypadku nie chciałem tobie (ComfortablyNumb ), insynuować czegokolwiek. Wyczułem w Twym poście jakby nutkę Twego niezadowolenia. Jak twierdziłem Ja staram się nie oceniać nikogo, i ze wszystkich sił unikam tego nawyku.
Jeśli to Ja miałbym odpowiedzieć na pytanie: czy zmieniłem się? Odpowiem: tak, ale jeszcze wiele przede Mną. Obecnie dzielę własne życie na trzy etapy. Pierwszy etap, to czas od narodzin po czas dzieciństwa. Na ten okres nie miałem najmniejszego wpływu, i dla Mnie – to okres adaptacyjny. Drugi etap Mego życia to dzieciństwo i młodość – to okres poznawczy, niesamodzielny. I trzeci etap nazywam etapem przebudzenia, rozwoju. Dla czego tak to widzę? Gdyż pierwsze dwa etapy Mego życia, to niemal martwe etapy, jeśli chodzi o Mój właściwy rozwój. Pierwszy etap był etapem martwym, gdyż jak każde dziecko, nie miałem żadnego wpływu na własne życie. Z jakich powodów – nie muszę wyjaśniać. Drugi etap, to poznawczy. W tym etapie to co się uczyłem, poznawałem – zostało Mi niemal w całości narzucone, wtłoczone w umysł. Bo taki jest system tu na ziemi w tej rzeczywistości. Trzeci etap zaczął się od momentu, kiedy na Mojej drodze pojawiła się wspaniała książka, Autorstwa Rondy Byrne: „The Secret”. Otrzymałem tę wspaniałą książkę od Mego Syna w momencie bardzo ciężkim dla Mnie. Chodzi o Moje zdrowie. Było bardzo źle, przeszedłem trzy operacje na kręgosłupie. Mój stan był ciężki. Moja psychika pogrążona była w wielkiej depresji. I właśnie ta pozycja, ta książka dała Mi siłę. Dała MI wytchnienie, siłę by odbić się od dna bytowego. W tedy to właśnie coś we Mnie drgnęło, coś krzyczało we Mnie „STOP”, „ZATRZYMAJ SIĘ””POMYŚL”.
I to był początek Mojej zmiany. Przeczytałem niemal jednym tchem tę pozycję. I już w tedy, dały się zauważyć zmiany we Mnie samym. Widziałem coraz bardziej to, co jest nie właściwe. I to właśnie w tedy, zacząłem odczuwać, iż nie jestem u siebie, nie jestem na miejscu. Odczucie niemal obcości w świecie, gdzie spędziłem tyle lat. Po jakimś czasie (znowu z inicjatywy Mego Syna – za co jestem Mu bardzo wdzięczny ), dotarły do mnie takie dzieła – tak DZIEŁA, Autorstwa Monroa i Moena. Wtedy to właśnie dotarło również do Mnie określenie „OB.”, i „świadomy sen”. W dalszym poszukiwaniu informacji w tym temacie – miałem przyjemność wielką przeczytać książkę Pana Sugiera. To wszystko sprawiło, iż właśnie w tedy coraz to głębiej zacząłem się interesować tym zagadnieniem, no i zmiany u Mnie zaczęły stawać się czymś nagłym, czymś niezbędnym.
Przyznaję, że dla Mnie zmienić się, to wcale nie łatwy proces. Jestem już w wieku, w którym bardziej stawia się na stabilizację, niż na rewolucję. Bo tak trzeba by nazwać to, co czynię. Dla czego nazywam to rewolucją? Bo idzie mi już 52 rok życia, a tak naprawdę wszystko jest do zmiany. Mówię tu o Sobie, o Moim wnętrzu. Okazało się nagle, że mało co, z tego Mojego zasobu doświadczenia, wszelakich mądrości – jest Moje.
Obecnie doświadczam czegoś na kształt kamery. Patrząc na wszystko, obserwując wszystko – nie czuję się tak, jakbym to Ja obserwował tu i teraz. Ale ktoś za pomocą Moich oczu, rejestrował otoczenie. Czuję się tak, jakby Moje Ciało, było narzędziem w „dłoni”, istoty nim kierującej. To daje Mi przeświadczenie, że prawdziwy „JA”, to ciało z jego narządami, ale to Istota wyższa nim kierująca.
Pozdrawiam serdecznie.
 
 
ComfortablyNumb 


Dołączył: 30 Mar 2012
Posty: 260
Skąd: wibracji
Wysłany: 2012-09-29, 18:08   

Moje poglądy, i wzrok na rzeczywistość od jakiś 2 lat były "wagą" której warunkiem był "strach" przed poznaniem, przed zagubieniem sie w tym i możliwością oddziaływania na mnie negatywnych bytów. Znałem dobrze fenomen OOBE. Ale nie byłem przekonany jeszcze co do niego, i całej ideii eksploracji, poznania siebie. Pytania "a może to zwykła iluzja umysłu", "wchodzenie w cos nie dozwolonego dla nas tu zyjących" zawsze stawiałem sobie takie pytania. Teraz już wiem że największą iluzją jest to co nas otacza w fizycznym świecie, to nas w głebia w system przekonań który sobie sami tworzymy, a po śmierci najprawdopodobniej sie w nim zgubimy. Wszystko co nas otacza to jedna wielka iluzja ( mimo iż uważam że w Survivalu zwanym zyciem na ziemi, też trzeba sobie poradzic i nie można poddawać sie polityce nihilizmu, nie można być biernym obserwatorem trzeba działać.) Lecz trzeba tez być świadom swojego istnienia. Teraz wiem że jedynym słusznym czynnikiem jest "miłość wszechobecna" jeśli jestes miłościa i światłem. Nic ci nie jest w stanie zagroźić. Zawsze tzreba wychodzic do wszyskiego z miłością, wtedy zło zniknie, a nieświadomość uzyska kierunek. Wystarczy zwykła intencja.
Bardzo ma pan (Zygmunt) słuszne poglądy, wręcz wspaniałe prowadzące do poznania, kierowne poznaniem sensu swojego istnienia. Podoba mi sie bardzo także podejście jak pan napisał:

Obecnie doświadczam czegoś na kształt kamery. Patrząc na wszystko, obserwując wszystko – nie czuję się tak, jakbym to Ja obserwował tu i teraz. Ale ktoś za pomocą Moich oczu, rejestrował otoczenie. Czuję się tak, jakby Moje Ciało, było narzędziem w „dłoni”, istoty nim kierującej. To daje Mi przeświadczenie, że prawdziwy „JA”, to ciało z jego narządami, ale to Istota wyższa nim kierująca.

Ten cytat wręcz powinien kreowac nasza rzeczywistość. Jest on czymś pięknymi chyba najpiękniejszą rzeczą jaką przeczytałem na tym forum do tej pory(mimo iż są tu przeważnie same mądre rzeczy).
_________________
Prawda to kraina bez dróg
Ostatnio zmieniony przez ComfortablyNumb 2012-09-29, 18:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Zygmunt
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-29, 19:50   

Witam ponownie.
Bardzo dziękuję za te słowa Szanowny Mój rozmówco ( ComfortablyNumb ). Muszę przyznać, że bardzo obawiałem się, opisać tak daleko idące Moje własne odczucia. Ale faktycznie tak jest. Fala zmian, jaka Mnie ogarnia jest tak niesamowita, iż nie wiem, jak mam to opisać, by choć w części oddać piękno jakie odczuwam. Tak jak pisałem od wielu już lat, odczuwałem efekt „Kamery”. Nie umiejąc sobie z tym poradzić – w sensie wytłumaczenia, szukałem w sobie odpowiedzi. Wiele razy czyniąc sobie wyrzuty, iż coś jest ze Mną nie w porządku. Ale nie. Dalsze poszukiwania w postaci analizowania Samego Siebie, i to co jest Mi potrzebne dało zupełne zaprzeczenie tego, iż coś ze Mną jest nie tak. Odpowiedzi płynące do Mnie, jednoznacznie wskazywały na fakt, iż to z zewnątrz, w śród nieograniczonej ilości fal płynących, przepływających i opływających Mnie samego – dają taki efekt.
Zrozumiałem iż to ich zabarwienie – zabarwienie tych szczególnych fal z zewnątrz, tak na Mnie działa. Jestem daleki od oceniania, lub kierowania analizy ku innym ludziom, istotom – bo to byłby krok w tył. Myślę, że tu nie o to chodzi. Od dawna interesowały Mnie uczucia, odczucia. Dotąd nie umiałem Sobie tego wytłumaczyć: dla czego tak jest? Dla czego właśnie to Mnie interesuje, pochłania? Ja mężczyzna w sile wieku. Interesuję się odczuciami, uczuciami. Zawsze byłem romantykiem. Zawsze bardzo leżała Mi na sercu sekwencja bytu, troski, jakiejś siły przyciągania istot do siebie, między sobą, ku sobie. I teraz wiem. W całej przemianie jaka u Mnie zachodzi, to właśnie UCZUCIA i ODCZUCIA, mają największy priorytet.
Dla czego tak jest? Myślę że obie te sfery i UCZUĆ i ODCZUĆ – one obie płyną z jednej MIŁOŚCI. Nauka jaką mam przejść tu i teraz, zwarzywszy na to, iż dla Mnie tu i teraz w tej rzeczywistości ziemskiej – określa Moje całe życie. Tu i teraz, to narodzenie w ciele i zgon ciała. Tu i teraz to początek i koniec „LEKCJI”. Myślę że tak rozumując owy Mój cel, mogę uświadomić sobie, iż to, co powiedziałeś Mój Szanowny Rozmówco ( ComfortablyNumb ), iż wszystko, co tu na ziemi jest fikcją – jest prawdą. I myślę że Masz rację. Ja to odczuwałem w bardzo osobliwy sposób. Mianowicie od jakiegoś czasu, zacząłem czuć się każdego dnia, i każdej nocy – jako coś w rodzaju aktora na scenie. Tyle że bez scenariusza. Dla czego bez scenariusza? Gdyż owy scenariusz właściwego postępowania – zapomniałem z chwilą zaistnienia we własnym ciele tu na ziemi. Natomiast sceną jest wszystko to, co wokół Mnie. Noc i dzień, noc i dzień – odgrywa się sztuka w której Ja jestem na pierwszym planie. Tak jak każdy jest na swoim pierwszym planie. Nie ma ważniejszego planu od drugiego. Każdy jest pierwszy i najważniejszy dla każdej istoty – tu i teraz. I gram. Bo nie Mogę nie grać. Dla czego nie mogę nie grać? Bo tu jestem, istnieję, oddycham, jem, chodzę, widzę, czuję, słyszę – chłonę. To jest właśnie to, co sprawia, iż Muszę grać. Tyle że pytanie brzmi: Jak grać? Jak postawić stopę, by jej nie stracić? Jak wyciągnąć dłoń, by napotkać na drugą? Jak spojrzeć, by doświadczyć ekscytacji. I te pytania dały Mi odpowiedź twierdzącą. Świat materialny, fizyczny, nie da Mi tego co szukam. Da Mi to tylko MIŁOŚĆ. Zatem skoro tak, to muszę nauczyć się odczuwać, bo tylko odczuwając i umiejąc to określić, powiedzieć głośno z powagą, będę umiał nazwać i rozpoznać UCZUCIA. A to jest wielka siła, prowadząca do bezwarunkowej, nieskrępowanej żadnymi szablonami MIŁOŚCI.
Właśnie do tego potrzebne jest w Moim przypadku odczuwanie obcości. Wiele lat to czuję, a obecnie bardzo mocno. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to łatwe uczucie – OBCOŚĆ, WYOBCOWANIE, BRAK PRZYNALEŻNOŚCI, BRAK WŁASNEGO MIEJSCA, CIĄGŁE POSZUKIWANIE DOMU. Tyle że trudność leży po stronie ludzkiego umysłu, właśnie uwikłanego w sieć poglądów, stworzonych tu na ziemi, przez ludzi tu istniejących. Stąd zabarwienie negatywizmu w obcości. Bo skoro przełożę to uczucie, na istnienie Siebie jako Istoty wyższej, bezcielesnej, nieśmiertelnej, wciąż się uczącej i rozwijającej się – to czym że jest obcość tu na ziemi? Zaletą, cechą, odczuciem wskazującym Mi fakt, iż DOM MÓJ, to nie rzeczywistość ziemska. Stąd i Moje spojrzenie na wiele spraw, zmieniło się i nadal zmienia się diametralnie. I powiem więcej. Czym bardziej się rozwijam, tym silniejsze jest odczuwanie obcości, tym silniejsze jest odczucie iż wiem, gdzie jest Mój DOM.
Dla Mnie MIŁOŚĆ, to wielkie uczucie, siła ogarniająca wszechświat – nie ma żadnych opisów ludzkich. Bo i nie może mieć. To tak, jakby liść nauczał drzewo, iż niesprawiedliwie spadł po tej, czy po tamtej stronie. Albo że za wcześniej spadł. Lub czy w ogóle spadł. Myślę że MIŁOŚĆ to inny świat, niż rzeczywistość ziemska, tu i teraz. Ziemia wraz ze swoim zadaniem, ma wskazać istotom tu istniejących we własnych ciałach fizycznych, czym dla Nich winna być MIŁOŚĆ. Ma nauczyć poszukiwać tej MIŁOŚCI. Ale aby poszukiwać, należy ją rozpoznawać zadając odpowiednie pytania. Tyle że by zadać odpowiednie pytania, należy czuć ową potrzebę, subtelną siłę pchającą do poszukiwań. Być może dla tego Ja osobiście, nigdy nie nadawałem się na męskiego macho, herosa o niezbitej odwadze. Zawsze byłem przeciw wojnom, przemocy, agresji. Za to byłem za troską, swoistym przytuleniem, niemal empatią ku innym, potrzebującym wsparcia. Dla Mnie MIŁOŚĆ, to nie zależności płci, związków, umów, kontraktów, pokrewieństw, fizyczności. Dla Mnie to o wiele, wiele wyżej idąca fala jedności. I takiej szukam. Takiej się uczę. Tylko taką akceptuję.
Faktycznie samą nauką, niewiele zdziałam będąc tu na ziemi w tej rzeczywistości. Myślę że to, jakby zajmuje Mi wiele z Mego cennego czasu tu i teraz. Bo aby się uczyć, muszę mieć owe narzędzie, zwane ciałem. A skoro tak, to muszę o nie dbać. A to z kolei wiąże się z żywnością, ubiorem, zdrowiem, bezpieczeństwem, bytem. Co za tym idzie, choć nie zgadzając się z tym, muszę uznać „pieniądz”, za dobro – choć jest złem. Muszę zadbać o to, by owy pieniądz, zaistniał przy Mnie, bo to da Mi ciągłość Mego ciała, a co za tym idzie jego funkcjonowanie. Zatem uważam że część zadań płynących z zewnątrz tu i teraz – mimo że są Mi nie korzystne z punktu widzenia Istoty wyższej. To z punktu widzenia Istoty tu na ziemi, fizycznej – niezbędne. Tyle że bez przesady. Ciało Moje, jego potrzeby, potrzebuje li tylko tego, co jest niezbędne. I każdy nadmiar, wywołuje u Mnie osobiście negację. Jednak wciąż odczuwam niedobór wiedzy, nauki, rozwoju. Moim marzeniem jest chłonąć wszystko, co sprawi, iż wreszcie zawitam do Swego DOMU. I już nie będę musiał wracać na ziemię.
Pozdrawiam serdecznie.
 
 
ComfortablyNumb 


Dołączył: 30 Mar 2012
Posty: 260
Skąd: wibracji
Wysłany: 2012-09-30, 08:41   

Wydaje mi sie że dogłębna analiza samego siebie jest czymś pięknym, chciałbym kiedyś dotrzeć do bramy samego siebie i dowiedzieć sie kim tak naprawde jestem, jaki jest cel mojego ziemskiego "tutaj" niestety w tej chwili walcze z wieloma negatywnymi cechami samego siebie i staram sie je wyeliminować, często widze że będzie to bardzo trudne, i myśle perspektywą, że odkrycie siebie samego mi to umożliwi, odkrycie kim jestem, kim byłem, może kim będę, pozwoli mi sie wyleczyć się z negatwynych cech, pozwoli coś odzyskać co możliwe kiedyś dawno temu zagubiłem. Wiem że będzie to bardzo trudne, ale także musze do tego dążyć, zmierzać do poznania miłości i odnalezienia światła w samym sobie. Jak wiemy wszystko co nas otacza to jeden wielki przepływ energii, energii z którą musimy sobie radzić, i nauczyć sie warunkowac jej przepływy w samym sobie. Szkoda że religia jest tak spaczona, mogła by wnieśc wiele dobrego, jest przesiąknieta poprostu "ludzkością", "przyziemnością" to ją stacza do dolnej kategorii i przedstawia jako kolejny system przekonań. Ogromnie mi szkoda wszystkich istot żyjących które są nią przesiąkniete, i same siebie uwięziły w błędnym łańcuchu przyczynowo skutkowym. "Mamra" jakową opisałem w początkach tego tematu w marcu to zwykły spektakl, piorący umysł i chcący ukazać błędne wzorce. Gdyż kościół nie jest niczego warunkiem. Warunkiem "zbawienia", "spełnienia", "odkrycia samego siebie" jest miłość która jest w nas samych jak zresztą dobrze pan wie (Zygmunt). Życie? Czym jest życie tutaj? Ma pan racje, tak samo jak mieli racje dawni filozofowie to nic więcej jak "theatrum mundi", każdy z nas gra jakąś rolę w tym całym systemie ziemskim. Gra rolę? Tak? ale dopóki nie odnajdzie samego siebie. Każdy bierny obserwator, każdy człowiek na ziemi to aktor. Jeśli przejdzie sie na poziom wyżej jak pan i nadal gra, lecz ze świadomością bycia istotą wyższą w ciele którym władamy, to już krok do poznania. Co do obcości, wydaje mi sie że gdy cośsie zaczyna, rozumieć, widzieć, poznawiać. tak naprawde zauważamy całą beznadzieję ziemskiego systemu życia. Odnajdujemy w nim pułapkę bez wyjścia, widzimy tak wielu biernych obserwatorów, że zaczyna być nam ich szkoda. Tak samo jak szkoda jest nam samego siebie. Dlatego trzeba jeszcze bardziej dążyc do poznania.
serdecznie pozdrawiam
_________________
Prawda to kraina bez dróg
 
 
Zygmunt
[Usunięty]

Wysłany: 2012-10-02, 19:48   

Witam serdecznie
Myślę że już samo rozumienie, iż coś trzeba zmienić w samym Sobie – to już wielki sukces. Nie każdy to rozumie, a już na pewno wielu uważa niemal, że niemal posiadają „glejt na mądrość proroczą”. Osobiście od chwili gdy zacząłem pracować nad sobą, wciąż powracam do tych samych, jakby powtarzających pytań. Mianowicie o własne „Jestestwo”, o to jaki Jestem w rzeczywistości? Bo to da Mi odpowiedź na pytanie: Kim Jestem? Szanowny Rozmówco (ComfortablyNumb), to niesamowite, jak wciąż uzyskuję świadomość dobrych, jak i tych złych cech własnego charakteru. Mając wciąż rosnącą świadomość ich istnienia, wreszcie umiem je nazwać. Co znaczy że wreszcie umiem je z identyfikować, opisać, rozpoznać. Wielkim postępem we własnym rozwoju, jest samokrytycyzm. Wielu nie potrafi przyznać się do błędów, lub chociażby do złych cech – i to w cale nie przed zewnętrznym kworum, a przed samym sobą. Niegdyś sam bym był gotów zaprzeczać, gdy Syn wytykał Mi widoczną wadę charakteru. Obecnie już Sam przed Sobą potrafię przyznać, iż to czy tamto jest złe - i to we Mnie. To niesamowite. Taki sposób spojrzenia na Siebie z boku, pozwala przyjrzeć się temu, co Moje, a co ziemskie.
Myślę że każde zmiany, tyczące się własnej podstawy istnienia są trudne do przeprowadzenia. Jednak myślę też, że warto się tego podjąć. Mnie osobiście dało to możliwość oddechu własną piersią, powiedzieć, że wreszcie to cząstka Mnie. Ja również poszukuję wciąż i wciąż, uczę się nowych odczuć – w ogóle odczuwania. Dla Mnie uczucia to priorytet przed wszystkim. Moje poszukiwania świadomie bądź nie, zawsze zataczały kręgi wokół mentalnej części Ja, by zbliżyć się do „JA” prawdziwego. Zdaję sobie sprawę, że to w oczach wielu ludzi, jest niemal dziwactwem. Bo jaki to mężczyzna, który rozmawia o odczuciach, czy też uczuciach. Ja jednak jestem z tego dumny, bo to znaczy iż skoro Ja czuję tę moc fal związanych z MIŁOŚCIĄ, to wiem że Moja rola na scenie tu i teraz na ziemi – zmienia się. Czy to nie jest sukces?
Moim zdaniem każdy z Nas nosi w sobie światło, gdyż każdy jest Istotą wyższą. I prędzej czy później owe uwydatni się wielkim blaskiem. Myślę że dane Mi było tu się znaleźć po to, gdyż jeszcze czegoś brakuje. To trudne, czasami wręcz bolesne tym bardziej, iż w ludzkiej, fizycznej naturze leży nadto wszystko sobie utrudniać, gmatwać, zacierać. Ale właśnie (tak myślę), rozwój wewnętrzny może z tego wyzwolić. Uwolnić się z więzów nic nieznaczących nauk z zewnętrza Nas Samych. Tego bezmiaru nic nieznaczących frazesów. Od długiego czasu właśnie to jarzmo męczy Mnie niesamowicie.
Ja wręcz, by dokonać zmiany w Sobie uznałem, że punkt po punkcie zakwestionuję wszystko to, na co mam bezpośredni wpływ. I muszę przyznać, że udało się. Jest ciężko, ale się udało. Obecnie nie przyjmuję do wiadomości, iż cokolwiek z owych pseudo prawd, wyuczanych Mnie przez całe lata, wkładanych Mi w usta frazesów naukowych. Dla Mnie ważne jest co Ja czuję. Jak odczuwam to co inny Człowiek do Mnie mówi. Jakie odczucia niesie wypowiedziane jego zdanie. To ważne, gdyż to daje MI możliwość rozpoznania fali, jaka do Mnie idzie. Dobroć na ten przykład, to wspaniałe odczucie i uczucie, ale jakże zabrudzone przez system ludzki tu na ziemi. Wdzięczność, troska, przyjaźń. Ja poszukuję tak zwykłego zjawiska, jak podanie ręki – by poczuć tę troskę, pomoc. Przytulenie bez zobowiązań – dające tak wielkie ciepło w sercu. Miłość tę prawdziwą, bez ograniczeń tym, że to nie wypada, bo zaraz pojawia się zazdrość, niezrozumienie, zawstydzenie. I tu w cale nie mówię o fizyczności. Mówię wciąż o mentalnej sile tego uczucia.
Drogi Mój Rozmówco (ComfortablyNumb). Myślę że temat jakichkolwiek organizacji typu religie, sekty, hierarchie kościelne, kościoły. Określenia islamu, katolicyzmu, ewangelizmu, buddyzmu – to tylko zimne określenia tarcz filozoficznych, mających na celu podział Istot tu na ziemi, i władzę nad nimi. To przykre jak z jednej strony owe, wypowiadają się oratoriach o MIŁOŚCI, a jednocześnie ci sami oświecenie plugawią właśnie tę MIŁOŚĆ. Męczy Mnie ta agitacja ludzi z każdej z tych formacji, i to w różny sposób – bo to świadczy o stopniu uwikłania tych ludzi i nimi rządzących w sieć kłamstw i fałszu. Różne używa się nazwy wśród ludzi: Bóg, Allach, Budda. Jednak mało kto wie, że to MIŁOŚĆ. Ale na Ziemi ludzie uwikłani są w nazewnictwo, hasła, pseudo prawdy – właśnie dla tego, że tak trzeba, tak wypada, tak muszą. Bo co inni powiedzą, jak na Mnie spojrzą.
Myślę że mam własną rolę, tyle że na drodze rozwoju zmienia się jej charakter. Od początku Mojego zaistnienia tu i teraz na Ziemi, Moja „Rola” miała napisany scenariusz. I jak widać przyszło Mi ją odgrywać tyle lat. Jednak od chwili, gdy zacząłem wnikać we własne wnętrze, szanować w Sobie tę Istotę wyższą, kierującą Mym ciałem fizycznym tutaj, scenariusz zmienia się. W coraz to mniejszej części, jest spisany czyjąś ręką, a w coraz większej spisany jest Moją ręką. Sama świadomość u Mnie, iż czuję to, iż wreszcie coś zależy ode Mnie. Moim zdaniem powoli zaczynam rozumieć tę beznadziejność tu na Ziemi. Myślę że chodzi tu właśnie o rozwój, o umożliwienie Istotom tu egzystującym zrozumienie owej nauki, owego celu ich zaistnienia tu i teraz. Zatem nie zwracam na to uwagi. Idę ścieżką Rozwoju własnej mentalności – co daje Mi coraz więcej siły, ciepła.
Moim sukcesem jest oduczenie się oceniania, krytykowania, wytykania. Dla czego? Bo każda Istota jest na Własnym poziomie rozwoju. Myślę że każda Istota Ludzka jest we Własnym punkcie, co nie Mogę określać w kategoriach zła czy dobra. Po prostu inny punkt. Zatem myślę, iż zwarzywszy na fakt, iż każda Istota rozwinie się - jest to pocieszające. Mnie osobiście szkoda jest Istot, które samoistnie się wyniszczają myśląc z wielkim przeświadczeniem, że czynią dobrze. I to jest smutne.
Pozdrawiam serdecznie.
 
 
ComfortablyNumb 


Dołączył: 30 Mar 2012
Posty: 260
Skąd: wibracji
Wysłany: 2012-10-03, 10:54   

Polemika jak najbardziej prawdziwa. Nie mam nic do dodania, gdyż wszystko już zostało zawarte w pana słowach (Zygmunt). Światło noszone przez każda istote ziemską jest gubione, trzeba je poprostu odnajdywać w sobie. Ludzie za bardzo weszli w ziemski "matrix" ludzkość jest zagubiona i najprawdopodobniej w końcu upadnie. Wtedy na nowa sie odrodzi życie, mam nadzieje że, już z docenieniem i wskazaniem na Miłość.
W końcu każdy z nas jest atomem w kwesti fizycznej i częścią jednej wielkiej całości. Pewnie tak samo jest w sensie duchowym. Czyli "wyższa jaźń", "jedność z całością" to jak najbardziej prawdziwe hasła. religia jest spaczone, zniekształcona i wywrócona do góry nogami. Chociaż kto wie przecież "na początku było słowo"( słowo do skutek myśli, czyli w pewnym sensie myśl). "Adam i Ewa" to rodzice wszystkich, dosłownie jest to nie prawdą lecz w przenośni, może to oni są tym wszechświatem, początkiem, atomem z którego powstało wszystko. Księgi napisane przez żydów nie są dobrze zinterpretowane i wdrożone z czego powstał stek absurdów i religie. Ale może one poprostu były źle interpretoane, za bardzo dosłowinie. Tego nie wie nikt. Wiec nadal trzeba iść do przodu swoją ścieżką ziemskiego życia.
_________________
Prawda to kraina bez dróg
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 11