Towarzystwo Obenautów Polskich


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Nauka zawsze potrzebuje dużo czasu na dowody.
Autor Wiadomość
tamisa34 


Dołączyła: 08 Mar 2011
Posty: 312
Skąd: AT
Wysłany: 2011-07-04, 11:22   Nauka zawsze potrzebuje dużo czasu na dowody.

Prawda o śmierci Marii Skłodowskiej - Currie

Maria i Piotr Currie nie potrafili patrzeć na swoje odkrycie bez emocji. Maria nazywała rad "swoim dzieckiem", a przy łóżku trzymała fiolkę z solami radu, żeby jeszcze przed zaśnięciem podziwiać jego błękitny blask.

Wkrótce po odkryciu radu przez Marię Skłodowską-Currie świat ogarnęło radowe szaleństwo. Promieniotwórczy pierwiastek zaczęto dodawać do kosmetyków i lekarstw. Jakiś czas później pojawiły się pierwsze śmiertelne ofiary. 4 lipca 1934 roku w wieku 67 lat w sanatorium we francuskich Alpach umarła sama Maria Skłodowska-Curie. Dwukrotna noblistka do końca życia nie chciała wierzyć, że odkryty przez nią rad zrujnował jej zdrowie.


Odkrycie promieniotwórczego radu pod koniec 1898 roku stało się sensacyjną wiadomością, która trafiła na pierwsze strony gazet. W 1906 roku irlandzki pisarz George Bernard Shaw zanotował we wstępie do sztuki "Doctor's Dilemma": "Świat oszalał na punkcie radu, który rozpalił naszą łatwowierność, tak samo jak duchy w Lourdes rozpaliły łatwowierność katolików".
Niezależnie od doniesień naukowych, przestrzegających przed niepoznanym jeszcze pierwiastkiem, moda na rad była tak wielka, że nic nie było w stanie jej zatrzymać. Przedsiębiorcy korzystali z naiwności konsumentów, proponując cudowne specyfiki na wszelkiego rodzaju choroby. Podający się za Alfreda Curie lekarz, wyprodukował krem "Tho-radia", który miał znakomicie działać na cerę (Maria Skłodowska-Curie wystosowała do niego poprzez prawnika list, w którym żądała - bezskutecznie zresztą - zaprzestania wykorzystywania jej nazwiska). Był też środek do włosów "Curie", który miał zapobiegać łysieniu. Na rynku pojawiła się czekolada z radem, piwo z radem, chleb z radem, wybielająca pasta do zębów z radem, a nawet prezerwatywy zawierające ten pierwiastek. Roztwory radu dodawano do herbaty, "leczniczych" toników do picia, kremów do pielęgnacji twarzy, szminek, soli do kąpieli, a nawet ubrań, żeby świeciły w ciemności...

W "kurację radową" wierzyli też dyplomowani lekarze. Podczas I wojny światowej żołnierzom, którzy stracili dużo krwi dawali zastrzyki z roztworu radu, a także stosowali okłady z radem.

W Ameryce na wynalazkach zawierających rad fortunę zbijał niedoszły lekarz William J. A. Bailey. Z Laboratoriów Bailey'a działających przez dekadę wyszedł m.in. "Radiendokrinator” (złote pudełeczko wielkości 2x3 cm z kawałkami papieru nasączonymi roztworem radu). Polecano go szczególnie panom, którzy mieli go nosić w kieszeni spodni, żeby pobudzał ich witalność i energię seksualną. Bailey wynalazł także "Radithor” - płyn z radem do picia. 13 października 1921 roku na łamach "New York Timesa” William J. A. Bailey, podając się za lekarza, opowiadał o swoich badaniach i nadzwyczajnych właściwościach radu, który przedłuża życie i leczy różne choroby, np. reumatyzm.

Jedną z pierwszych tragicznych ofiar radowego szaleństwa był amerykański przemysłowiec i sportowiec Eben Byers. Wracając z meczu piłki nożnej, stwierdził, że ma kontuzję ramienia. Jego fizjoterapeuta zalecił mu spożywanie "Radithoru”. Eben Byers więc każdego ranka przez cztery lata do 1932 roku wypijał butelkę tego płynu. Stężenie trującej substancji, która spustoszyła mu organizm, było ogromne. Dziennikarz magazynu "Times”, który widział Byersa tuż przed śmiercią, był przerażony jego wyglądem. Sportowiec umarł w męczarniach, rozleciały mu się kości szczęk, miał dziury w czaszce. Jego śmierć wywołała skandal.

Byers najwyraźniej nie słyszał o sprawie malarek tarcz zegarowych, które pracowały w zakładach U.S. Radium Corporation. Już w roku 1925 pracująca tam Margaret Carlough, pozwała firmę do sądu za utratę zdrowia. Fosforyzującą farbą z radem malowała tarcze zegarków. W trakcie procesu wyszło na jaw, że prawdopodobnie z powodu zatrucia radem zmarło wcześniej już 9 kobiet, a kilka kolejnych jest ciężko chorych.

Maria Skłodowska-Curie zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa związanego z promieniowaniem, jednak twierdziła, że jest to tylko kwestia dawki - np. promieniowanie jonizujące pozwalało zwalczać raka. Naukowcom trudno było ocenić, że rad może być bardzo niebezpieczny: wywoływał rozmaite choroby, niszcząc organizm przez wiele lat.

Maria i Piotr Curie nie potrafili patrzeć na swoje odkrycie bez emocji. Maria nazywała rad "swoim dzieckiem", a przy łóżku trzymała fiolkę z solami radu, żeby jeszcze przed zaśnięciem podziwiać jego błękitny blask. Z pewnością nawet przekonanie o śmiercionośnych skutkach prowadzonych badań nie odciągnęłoby naukowców od laboratorium. Byli gotowi podjąć każde ryzyko.

Maria Skłodowska-Curie zmarła na "anemię złośliwą aplastyczną” jak głosił oficjalny komunikat. "Brak odpowiedzi szpiku kostnego, prawdopodobnie spowodowany przewlekłym narażeniem na promieniowanie". Jeszcze sto lat po śmierci w jej ubraniach utrzymywało się skażenie promieniotwórcze.

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/k...,komentarz.html
_________________
Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić - Albert Einstein

NIEKONWENCJONALNE ROZMOWY, TO DOBRE ROZMOWY...

Zdjęcie avatara, za przyzwoleniem i z podziękowaniem z mojej strony: http://thias.flog.pl/
Ostatnio zmieniony przez tamisa34 2011-07-04, 11:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Blaz 
Moderator


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 754
Skąd: free spirit
Wysłany: 2011-07-04, 20:20   

Hehe, bardzo trafny artykuł.

Najbardziej podobało mi się
tamisa34 napisał/a:
, a nawet prezerwatywy zawierające ten pierwiastek.
.
 
 
Dreamcatcher
[Usunięty]

Wysłany: 2011-07-06, 08:11   

dziś trochę taką wiarę pokładamy w szczepionki. nie przeczę - przynoszą wiele dobrego, ale ile szkód wyrządza zawarta w nich rtęć?
Ostatnio zmieniony przez Dreamcatcher 2011-07-06, 08:11, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
tamisa34 


Dołączyła: 08 Mar 2011
Posty: 312
Skąd: AT
Wysłany: 2011-07-06, 17:39   

Przyznam szczerze, że nie sądzę aby szczepienia mogły przynieść cokolwiek dobrego... Jednakże jest to moje zdanie. Jak kto uważa... mogę polemizować.
Moje dzieciaki (16, 13, 5 lat) są nieszczepione i odkąd nie są szczepione, nie wiem czym jest wizyta u lekarza, nie wiem czym jest przeziębienie nawet... Od lat moje dzieciaki nie chorują WCALE a chodzą do szkoły i przebywają między ludźmi w dużych skupiskach ludzi :)
Rtęć? To tylko jeden z najbardziej nagłośnionych składników niektórych szczepionek.. a rtęć to jeszcze nie wszystko :)

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=ij1fN8j_8xg[/youtube]
_________________
Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić - Albert Einstein

NIEKONWENCJONALNE ROZMOWY, TO DOBRE ROZMOWY...

Zdjęcie avatara, za przyzwoleniem i z podziękowaniem z mojej strony: http://thias.flog.pl/
 
 
yomarin
[Usunięty]

Wysłany: 2011-07-07, 07:25   

Tak się własnie zastanawiam jak to jest z tymi szczepionkami, tez jestem trochę sceptycznie nastawiony do nich ale tak naprawdę to nie mam twardo wyrobionego zdania ponieważ jest zbyt dużo nieścisłości z obu stron. Jest wiele plusów i minusów, dopuki sprawa się nie wyjaśni na na forum międzynarodowym to rodzicom trudno będzie podjąć decyzję o szczepieniu dzieci lub nie.

Nie wiem co jest dalej w tym filmie ale ten początek mnie nie przekonał. Kto powiedział że szczepione dzieci maja być zdrowsze? Szczepionka "tylko" pozwala na uniknięcie lub złagodzenie objawów groźnych chorób w dzieciństwie (jeśli chodzi o dzieci) - takie zabezpieczenie. Dobrze jest jak dziecko wychowuje sie w rodzinie świadomej zagrorzeń, która dba szczególnie o zdrowie swoich dzieci - wtedy szczepionka jest zbędna. Gorzej jak dziecko niestety przez niedopatrzenie rodziców nabawi się jakiegos schorzenia pneumokokowego? Z reguły ludzie namawiający do niestosowania szczepionek nie przedstawiają statystyk i nie mówią że pneumokoki są jedną z głównych jak nie główną przyczyną śmierci niemowląt.

Kiedys widziałem reportaż w TV o szczepionkach, w pamięci zapadła mi scena młodego małżeństwa którego dziecko zmarło bodajże na zapalenie płuc (przez pneumokoki). Ze łzami w oczach mówili że gdyby mogli się cofnąć w czasie, zdecydowanie zaszczepili by dziecko.

Tak czy owak trudna sprawa, to nie jest łatwa decyzja rodziców.
 
 
tamisa34 


Dołączyła: 08 Mar 2011
Posty: 312
Skąd: AT
Wysłany: 2011-07-07, 15:07   

Oczywiście że decyzja nie jest łatwa. Każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej i w moim przypadku podjęłam najwłaściwszą decyzję z możliwych.

"Przestudiowałam" bardzo wiele materiałów pro szczepiennych i przeciwszczepiennych, do dziś mam karty leczeń moich dzieciaków, mam kartę wykonywania szczepień. Ja po prostu zestawiłam wszystko w moje osobiste rodzicielskie badanie. Dla mnie różnica była jasna.
Oczywiście ja nikomu nie zabraniam szczepić dzieci, jeśli ktoś chce o tej kwestii porozmawiać, jak najbardziej. Moim zdaniem szczepienia są bez sensu po prostu.

Yomarin, czytałeś może książkę Ian-a Sinclair, pt.: Szczepienia - niebezpieczne ukrywane fakty ? Jeśli chcesz mogę przesłać ci ebooka. Możesz popatrzeć, przeczytać :) Przekonywać ciebie i zdominować wątku nie zamierzam :mrgreen: Po prostu warto czytać wszystko... czy to za, czy to przeciw :) Wyrobić własne zdanie należy samemu :)
_________________
Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić - Albert Einstein

NIEKONWENCJONALNE ROZMOWY, TO DOBRE ROZMOWY...

Zdjęcie avatara, za przyzwoleniem i z podziękowaniem z mojej strony: http://thias.flog.pl/
Ostatnio zmieniony przez Blaz 2011-07-07, 21:55, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Blaz 
Moderator


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 754
Skąd: free spirit
Wysłany: 2011-07-07, 21:52   

yomarin napisał/a:
Tak się własnie zastanawiam jak to jest z tymi szczepionkami, tez jestem trochę sceptycznie nastawiony do nich ale tak naprawdę to nie mam twardo wyrobionego zdania ponieważ jest zbyt dużo nieścisłości z obu stron.


Mi powiedział kiedyś jeden lekarz, że jak występuje kilka przypadków ciężkich powikłań na 10.000, to on nie ma ochoty sprawdzać, czy będzie jednym z nich. W obecnych czasach na Zachodzie niewiele chorób wymaga szczepień. W Polsce jesteśmy świadkami sporego lobbingu koncernów farmaceutycznych usiłujących jak najbardziej poszerzyć kalendarz szczepień. Jest to igranie ze zdrowiem ludzi z chęci zysku. Mówię z własnego doświadczenia, mam dwójkę dzieci, i zrezygnowałem z pewnego szczepienia. Naraziłem się tym na nieprzyjemności ze strony systemu. No ale cóż, zdrowie moich bliskich jest dla mnie ważniejsze niż system.
Ostatnio zmieniony przez Blaz 2011-07-07, 21:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
mati415
[Usunięty]

Wysłany: 2011-07-07, 21:56   

Oj, a ja właśnie dostałem wezwanie na jakieś szczepienie. :P

:>
Ostatnio zmieniony przez Blaz 2011-07-07, 21:59, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
yomarin
[Usunięty]

Wysłany: 2011-07-08, 03:08   

tamisa34 napisał/a:
Yomarin, czytałeś może książkę Ian-a Sinclair, pt.: Szczepienia - niebezpieczne ukrywane fakty ? Jeśli chcesz mogę przesłać ci ebooka. Możesz popatrzeć, przeczytać Przekonywać ciebie i zdominować wątku nie zamierzam Po prostu warto czytać wszystko... czy to za, czy to przeciw Wyrobić własne zdanie należy samemu

Bardzo chętnie przeczytam bo naprawdę interesuje mnie ten temat. Ale nie musisz przesyłać - już się zaopatrzyłem :D
 
 
JaCoOoOoS 


Dołączył: 02 Mar 2011
Posty: 214
Skąd: Słupsk
Wysłany: 2011-07-12, 08:42   

W tytule brakuje jednego słowa: "otwarcie". Powinno być "nauka zawsze potrzebuje czasu na otwarcie się na dowody".

Wiele z dzisiejszych spraw byłoby inaczej postrzeganych ale środowiska naukowe nie lubią przyjmować "niewygodnych" dowodów, zwłaszcza jeśli w grę wchodzą pieniądze, najczęściej niemałe. Dosyć częstym powodem są prace doktoranckie wielu wysoko postawionych posiadaczy tego tytułu, które zawierają błąd wcześniej postrzegany jako prawda. Strach przed ośmieszeniem potrafi być bardzo silny.
 
 
 
Cassiel 


Dołączył: 17 Lis 2010
Posty: 484
Skąd: Kalisz
Wysłany: 2011-07-12, 10:30   

Strach przed ośmieszeniem to jedno, ale zazwyczaj prace doktoranckie są wiernym odzwierciedleniem poglądów autora.
Na szczęście dowody nie są potrzebne przy okazji każdego kierunku, bo są też takie nauki jak filozofia, religioznawstwo itp.,
które bazują prawie tylko na teorii. Ale właśnie, teoria to tylko teoria, brakuje otworzenia się na doświadczenie.
Nawet, jeśli ktoś pisze o doświadczeniach poza ciałem, to są one zawsze pod przykrywką teorii.

Doktorat jest towarem, tak jak inne prace naukowe, który pisze się tak, żeby go "przepchnąć" przez egzaminatorów.
Zwłaszcza teraz, gdy dwa lata temu zmieniły się przepisy i stypendium doktorancie dostaje jedna osoba na dziesięć,
a kiedyś dostawali wszyscy. Doktoranci pędzą czym prędzej, by zamknąć przewód w cztery lata i zacząć zarabiać,
bo nawet jeśli są wśród nich tacy, którzy doświadczają obe, to niestety obe nie zapewni im środków na wyżywienie rodziny.
Można też w celach zarobkowych pisać artykuły do czasopism, tylko tutaj też nie jest tak hop siup,
bo jeśli artykuł nie spodoba się tym, którzy mają go opublikować, to pozamiatane.
A za każdą opublikowaną pracę zdobywa się przede wszystkim punkty, których jest wymagana pula
i których zdobycie jest dla doktorantów priorytetem. A więc pisze się tak, żeby opublikowano.
Tym bardziej, że czasami może za to skapnąć kilka groszy, za które można opłacić sobie np. kartę tramwajową,
bo doktorantom cofnięto ulgi na środki komunikacji miejskiej.
Pomyślicie, to z czego oni żyją(?), nie dostają już stypendiów, nie mają już ulg, jak kilka lat temu.
Ano, idą do pracy, sprzedają buty, hamburgery i jak się komuś poszczęści to na 1/2 etatu w szkole.
Doktorant nie jest wcale mile widziany w szkole, jest przecież "za wysoko" wykształcony,
do tego trzeba dobrze trafić, bo w szkołach sami nauczyciele z zazdrości wyszydzają takowych,
co jak wiadomo nie ułatwia pracy komuś, kto poza tym musi myśleć o pracy doktorskiej,
która - przynajmniej na moim kierunku (filologia polska UAM) - musi mieć przynajmniej 250 stron.
(Ale mamy jedną panią profesor, która od dziewczyny wymagała 600 stron! Mało kto schodzi poniżej 300.)
A dodać do tego trzeba obowiązki na uczelni (konferencje, spotkania zakładowe, prowadzenie fakultetów),
oraz rodzinne, które są dość często "źle widziane". Najlepiej, gdyby doktorant nie musiał marnować
czasu na dzieci, gotowanie, sprzątanie itp. Najlepiej, gdyby żył tylko uczelnią, oddychał uczelnią
i był na każde wezwanie opiekuna, który nie zawsze ma czas na to, by swoje(!) sprawy pozałatwiać,
więc prosi doktoranta (który zapewne nie ma nic do roboty, bo to przecież pilny doktorant),
by w ramach rozrywki i dla naukowej pasji, załatwił te dodatkowe kilka spraw.
On/Ona w międzyczasie pojedzie sobie na kilkudniową konferencję do Włoch.

Jak widzicie, wszystko jest tak ułożone, że nawet gdyby się chciało być tak odważnym,
by pisać o otwartości na dowody itp., trzeba byłoby najpierw lajtowo podejść do drogi swojej kariery naukowej,
no i mieć na tyle dużo środków finansowych, by sobie na to pozwolić. Nie znam takiej osoby,
a znam wielu doktorantów. Są wśród nich tacy, którzy "wierzą w duchy" :) Są tacy, którzy wierzą,
że "sny mają znaczenie". Niestety większość nie wierzy. Dowody, nawet gdyby były, nie miałyby dla nich
żadnego znaczenia, bo przecież "to logiczne i oczywiste, że to jakaś bzdura".
Dlatego właśnie uważam, że drogę do tego, co poza ciałem, każdy odnajdzie sam, jeśli będzie właściwy czas na to,
by ją odkrył. Ale informuję, jeśli mam okazję, gdyż może właśnie moja informacja ten czas zainicjuje :)
_________________
"Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma."
Zygmunt Krasiński, Nie-Boska komedia.
Ostatnio zmieniony przez Cassiel 2011-07-12, 10:37, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
yomarin
[Usunięty]

Wysłany: 2011-07-12, 12:09   

JaCoOoOoS napisał/a:
Wiele z dzisiejszych spraw byłoby inaczej postrzeganych ale środowiska naukowe nie lubią przyjmować "niewygodnych" dowodów

Gdyby tak było to nadal byśmy wieżyli że ziemia jest płaska. Chodzi o to że każda nowa teoria potrzebuje naprawde silnych dowodów żeby zastąpić starą. Mało tego, musi być potwierdzona badaniami innych, a każda nowa praca, przed wydaniem, musi być wcześniej zaakceptowana przez grono naukowe. Fakt, pieniądze w nauce liczą się jak wszędzie, ale nie można mówić że naukowcy blokują prawdę. Po prostu nikt przy zdrowych zmysłach nie zaakceptuje pracy naukowej napisanej na podstawie książek Dänikena, albo Dan Browna.
 
 
tamisa34 


Dołączyła: 08 Mar 2011
Posty: 312
Skąd: AT
Wysłany: 2011-07-15, 09:46   

A tak to bywa z dowodami naukowymi. Co lobby farmaceutyczne, co lobby biotechnologiczne i inne, to coraz to nowe badania i zaskakujące wnioski :) Nie generalizuję, ale co naukowcy, to i nowe "niezbite" dowody naukowe. Można ogłupieć? Można... Kwestia tego w co niezbicie możemy wierzyć :)

http://wiernipolsce.stree...iej_Pokora.html

http://en.wikipedia.org/wiki/Scott_Reuben

Coś podobnego zrobiło Monsanto urabiając (przekupiając) "naukowców" pod kwestię aspartamu. W końcu naukowcy i ich dowody mają bezkrytyczne poparcie wśród proli ;)
_________________
Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić - Albert Einstein

NIEKONWENCJONALNE ROZMOWY, TO DOBRE ROZMOWY...

Zdjęcie avatara, za przyzwoleniem i z podziękowaniem z mojej strony: http://thias.flog.pl/
 
 
yomarin
[Usunięty]

Wysłany: 2011-07-15, 12:09   

W dzisiejszych czasach rządzi pieniądz, więc nic dziwnego, że naukowcy czesto naginają wyniki by przypodobać się sponsorom (czesto jest to po prostu niedopowiedziana prawda). Dlatego gdy zajmujesz się jakimkolwiek tematem, ważne jest dotarcie do jak najwiekszej liczby materiałów aby wyeliminować takie pseudo badania. To jest właśnie jeden z głównych powodów, dlaczego profesorowie na uczelniach wymagają od studentów obszernej bibliografii przy pisaniu każdej pracy.
 
 
Cassiel 


Dołączył: 17 Lis 2010
Posty: 484
Skąd: Kalisz
Wysłany: 2011-07-20, 12:06   

Chcecie dowodów, macie :)

http://www.youtube.com/watch?v=RRBm42Qh_k8
_________________
"Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma."
Zygmunt Krasiński, Nie-Boska komedia.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 14