Towarzystwo Obenautów Polskich


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Cassiela sen o poezji :)
Autor Wiadomość
Cassiel 


Dołączył: 17 Lis 2010
Posty: 484
Skąd: Kalisz
Wysłany: 2012-04-25, 22:46   Cassiela sen o poezji :)

Nie ma co się rozpisywać, podam tylko info, bo dla mnie i dla Nas, obenautów zwłaszcza, jak mniemam,
będzie ono wiele znaczyć. Otóż cykl, który wrzucę niżej jest W Całości(!) związany z moimi
doświadczeniami w poza. W większości są to obrazy, które "przeniosłem stamtąd" z LD, OBE i mentalek,
ale także hipno-ekspo-ekspedycji :) W sumie to mam już materiał na cały tomik,
ale nie wrzucę go od razu full, lecz będę go zapodawać w małych dawkach.
Nie będzie to trudne, gdyż tomik dzieli się na kilka mini-cyklów, każdy po 5 wierszy,
każdy porusza inną sferę moich obserwacji i przeżyć.
Jeśli wiersze te miałyby na zawsze pozostać w szufladzie to wolę podzielić się nimi właśnie z Wami! :)
Może akurat komuś się spodobają...


EDIT: Przerzuciłem wszystko do jednego wpisu poniżej, wygląda to estetyczniej i czyta się lepiej.
_________________
"Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma."
Zygmunt Krasiński, Nie-Boska komedia.
Ostatnio zmieniony przez Cassiel 2012-06-19, 10:24, w całości zmieniany 6 razy  
 
 
SAVANA 
SAVANA


Dołączyła: 29 Sie 2011
Posty: 144
Skąd: POLSKA
Wysłany: 2012-04-26, 14:27   

Biała poezja nie jest dla każdego zrozumiała. A nawet może być nie do pojęcia. Dobrze, kiedy autor wie o czym pisze. Wydawca chce zarobić, więc jeśli sam nie rozumie co czyta, to nie zainwestuje w poetę. Są tematy modne, lub aktualne - życiowe. Taka jakby kultura dla mas. Twoje wiersze są bez wątpienia piękne i potrzebne. Nie czyta się ich, tylko od razu przekłada na obrazy, analizuje ukryte znaczenia.
Najbardziej podoba mi się IV "paliatyw frenetyczny". Jest taki prawdziwy i jeśli można, to sobie go wydrukuję i powieszę w pracy nad biurkiem. W ramce. Jest on esencją jakże prawdziwych zachowań za przeproszeniem prymitywnych istot jakie codziennie tam oglądam. Albo czasem sama się taka staję - wiadomo: praca.
Doskonały Wiersz. Chylę czoła.
_________________
Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja, jest to, że się z nami nie kontaktują. Albert Einstein
 
 
 
Cassiel 


Dołączył: 17 Lis 2010
Posty: 484
Skąd: Kalisz
Wysłany: 2012-04-26, 16:09   

--------------------------------------------------------------------------------------
wszystkie drogi rozchodzą się w punkcie x
wszystkie drogi zachodzą zmierzchem
wszystkie drogi wdrożono w spiskową teorię drogowskazów
wszystkie drogi zrównano z ziemią
---------------------------------------------------------------------------------------


- I -

reflektarz






I
***


początków może być wiele
załóżmy że powietrze dobija się prześwitem okna
tekstury domów w srebrnym refleksie miasta
galaktyki na plamie szyby jak kreska deszczu na czole
dygresja w pikselach wylewnego światła

załóżmy że noc wpleciona w oparcie fotela i ulubionej książki
zgasły wszystkie kolory pod słońcem równie zatarte granice
niepokój załamujący kresy ścian

początków może być wiele
nie widać końca










II
astygmatyzm


upadając pod światło można odbić się na kamieniu
zachować wyraźnie rozmazaną twarz. z czasem
zmienić się nie do poznania bez wyrazu

odznaczaliście się pragnąc podkreślić wielkości
blizn i wypukłość wiary zastygającej w depresji
ciała. wszystko po to bym mógł zobaczyć

kątem oka jaki macie refleks. jest niezręcznie
otwieracie się przede mną całym sobą wylewając
wszelkie niedociągnięcia natury ludzkiej. wzrok
dla niepoznaki chowacie pod siebie schodząc

z oczu jest duszno i zimno aż ścina. powoli
rozchodzicie się i rozwodzicie każdy w swoją stronę
choć jeszcze przed chwilą tak pięknie kołysząc się
zwiewnie przeklejaliście jednorazowe plastry










III
echosonda


Arkadiusz

odeszłaś tak nagle
nie mogę się pozbierać
szukam w książkach wrażliwości
platonicznie podkładam się
w miejsca romantyczne
magnetycznie obojętny
stoję między biegunami
zawrotnych chwiejności
zawsze gdy się ze mnie śmieją
mówię że zabili głównego bohatera

Bogumiła

kiedy spotykałam ją na ulicy
mówiła że nic nie potrzebuje
i papierosa brała by zapalić
przypomniała mi się po latach
w kwiaciarni na rogu tuż obok
umarła z zimna a ja codziennie
odbijam się od brzegu i czasami
chodniki stają się bardziej równe

Izabela

rzadko widuję słońce
w kościele pod ławką
brudna suka powiesz
tatuś tak bardzo mnie kochał
zawsze płakałam gdy głaskał

Szymon

rodzice często mnie zamykają
w piwnicy jest bardzo ciemno
moją pasją stały się doliny
zaśmiecam zapałkami atlas

Aniela

podobno oczy mogą być zielone
ja odzwierciedlam tylko ciało
widzę tyle ile dotknę
dlatego nie wierzę w duchy
pragnę być choć raz
dotknięta

Leszek

nie pytaj o mnie
gdy ocean załamuje
światło nie jest istotne
znaczenie kryje dno










IV
paliatyw frenetyczny


stawiamy mosty nad piaskownicami
labiryntami nazywając prostopadłe ścieżki
głowy rozbijamy ślepiąc w stronę słońca
węzły rozwiązawszy jak nam pokazano

nauczyliśmy się zaleczać codzienne stygmaty
lunatycznie recytując wersami z pamięci
wykładowcy serca zasnutego strachem
rozciągają mądrze swe ckliwe rękawy

w imię prawdy kłamiemy do nieprzytomności
przesłaniając błędy obcymi czynami
bezlitośnie wskazujemy palcem
głowy chowając za fenickim lustrem

gdy zgubimy drogę
zwiastując koniec świata
błagamy o łaskę losu










V
bezwładność


przebudzenie dotknęło nas do żywego
pierwsze wzloty rozwiewają zwięzłe przyziemności
krótkie wyłączenie się - jesteśmy w domu
tysiące drzwi rozkwitają do pocałunku

chwytasz moją dłoń jakbyś zapraszał do tańca
dryfując w najodleglejsze zakątki częstotliwości
stapiamy się całokształtem jednostajności
jednokształcimy się całostajnością stopienia

powietrze smakuje niewymownie
wodospady zmierzchu zarysowują kresy ciekawości
lód spaja usta, cisza odsłania pierścienie rzeczy
krzyż horyzontów na mapie myśli

zmierzając do źródła przekręcam dłoń
przekręcasz
przekręcamy


-----------------------------------------------------------------------------------



- II -

traktat o interferencji






I
przedświt moonsunowy


na początku był dotyk deszczu rozwidlony w poprzek lustra
liści wirowanie wzdłuż koron widnokręgu
ze wszech miar zasięgu
szum i cisza

chwilamoment rozpięta do wygaśnięcia echem
elizja wzniosłości w szczytowej sytuacji
trajektoria w ujęciu przestrzeni
powidok sztormów ułamki szeptów przebrzmiałych jednym tchem

w przeciągu barw zapowiedź śniegu w tonacji indygo
mniej więcej utopia mniej więcej coś na kształt puzzli
zbitki przelotnych przebłysków do defragmentacji

oddechu załamanie w bursztynie imago
próżna poświata rozskrzydlonego perłowca
spiera się z otoczeniem o pierwsze podrygi słońca










II
flesh


witaj powracający do wyjścia kiedy wychodzimy od nowa
by nie powrócić albo przynajmniej zapomnieć że się powraca, po staremu
od zawsze znowu i od początku do końca i od, przechodzimy się
jak jeden mąż rozdeptując pędy i rozdeptując. pędy na ślepo
a jednak nie do końca bo wciąż przed siebie bo wciąż
powracamy i rozdeptujemy, pędząc popędliwe ciała
migiem rozpychamy tunele mkniemy podupadając by w tej pozycji z kolan
powstać by podupaść by podnieść się wznioślej i podupaść bezgraniczniej. halo...
...witaj powracający do wejścia kiedy wchodzimy na nowo by nie powrócić
albo przynajmniej zapomnieć że się powraca po staremu od zawsze znowu
i od końca do początku od alfa do omega by podupaść wznioślej, podnieść się
bezgraniczniej wciąż przed siebie rozdeptując popędliwe pędy na ślepo
migiem
bo wciąż przed siebie bo wciąż dochodzimy do początku do końca
gdzie koniec cienia dotyka stóp a może odpływ w unweaving
the rainbow
gdzie schody rembrandta łamią się w cytatach
po staremu i od
supernova
od nowa do nowiu, od pełna do pełni
nie w pełni










III
reprint. soliloquium do przyjaciela w rozpaczy


tyle razy wracaliśmy do tego punktu że nie ma znaczenia
jak to się dalej potoczy zbliża się noc
ptaki wracają do gniazd drzewa zachodzą
pozostajemy samym sobą
to nie dużo ale wystarczy do rana
dzielą nas tylko godziny

nadstaw ucho przyjacielu a wyznam ci prawdę
o jakiej ci się nie śniło jakiej nie usłyszysz
przechodząc się na pasach od nieznajomego. prześwity
już możesz otworzyć oczy widzisz to proste
już możesz wszystko zobaczyć od nowa

jak zawsze dzień ledwieledwie a skończy się zanimjeszcze
zdążymy się odwrócić pożegna nas na kolejnym rozdrożu
idźmy zatem jak najdalej jaknajdalej dopóki czas sprzyja
dopóki pustkowie rozciągle przed nami

słowa zdają się niepewne i nie do końca zgodnie z prawdą
oddawać sytuację mogą mijać się lata z wszelkiego odcienia
do czysta niepokalana kalka pewna wersja rzeczywistości

jak stoimy niebo jak szeroko czy to już wszystko
czy już tak na zawsze ograniczeni widnokręgiem
przejdziemy bez echa narzucając ślady na piasku zwiewności
doszukując się co rusz to trwalszych dowodów na szklistość

milczysz w skupieniu bijąc się o jednoznaczną myśl
więc finał jest bliski a tyle przed nami za nami
tak niewiele nic więcej nie pozostało pozostało trwać
na szlaku białych słońc to tylko szum słyszyszszsz
daje się we znaki










IV
antyaliasing


na szeroko otwartym morzu
oazy kontynentów zdają się
bardziej wyostrzone

czas zwalnia albo może to tylko
wrażenie gdy fale kołyszą
układając kryształowe wachlarze
rozbijające się o brzeg lustra

rozwidlający zaćmienie deszcz
spływa pod parasolem chmur
i dopiero wiatr porywając włosy
daje znak że najwyższa pora

z odpływem widać wyraźnie
jak znika w oddali światło
i z miejsca zachodzi w cień

lunatyczny pociąg wody
wahadłowo zmywa ślady
stopy gasną solennie i wszystko
zlewa się w jedną całość










V
falowanie


ten stan rozpłynięcia
to tylko moje twoje rozbiegane myśli
zwrotnik raka
spojrzenie do wnętrza

ten stan rozluźnienia
to tylko moje twoje rozproszone echa
cudne manowce utopie traw
wydźwięk obłędu i niedokreślenia

to tylko palonym węglem tlejące pejzaże
antymaterie deklinacje luster
krystaliczny rewers nieba
pod względem przejrzystości

przeciągła cisza i poszept fal
i już


----------------------------------------------------------------------------


- III -

ypsilion





I
przesilenie


śnieg...
przeciąga parapety załamuje na dłuższą chwilę
zaledwie wczoraj a już zapomniałem ten przenikliwy chłód
co zżera od środka przyprawia o brak tchu

wybacz ten ton bo widzisz sypie się
spowalnia dzień zrównuje z nocą i tak niepozornie
wytrąca z rytmu miesza równowagę strof

ująca przeciwwaga
niepamięć przestrzeni pomiędzy wierszami drganie
wyznaczników rozpiętość wygłosu
tak do następnego sprzężenia kolejna zima zamarza stawy
rozluźnia zmarszczki dogasa niedopałki w samo południe

krok w przód może okazać się zgubny i odsłonić
nieme płaskorzeźby wzbudzające cichą awersję
aby nie uprzedzić się całkowicie
cofam się trochę i spoglądam wyraźniej

nic tu po mnie tylko myśli doczesne z rozmytej refleksji
i niby już jutro
a już zapomniałem ten przenikliwy chłód
co zżera od środka przyprawia o brak tchu










II
przed się wzięcie


w splocie głosów szukam serca struktury
źródeł dopełnienia znaku poczytalności

wybity z tronu zrzucony z tropu
deseń sklepienia złamany w podłożu
przeszywa ciało wachlarzem witraży
rozpina poświatę kątem migawki

ogniskując się w lustrze okolicznych potoków
przedświt roztacza poranki rozsnuwając

zwięźle zapisuję marginesy przejawami
stanów przelotnych zmienności materii
wyłamujące się zwroty i mosty zbieżności
wiążę w sekwencje kwestii wypadkowych

próbując złapać cień
sam sobie na przeciw toczę dialog
zstępując w tle na planie krzyża










III
pojęcie względne (wywiad z narcyzem)


a fronte

odpowiem, możesz po prostu zapytać (zmrużenie)
niewyraźnie, od momentu podtrzymuję głowę. to pozory
migawki, drgawki. trzeba się zorientować
wkrótce nastąpi echo, potencjalny zwrot

potrzebny jest zahaczenia się punkt. cykl do granic labilny
nie do zapamiętania, pochwycenia w całości
tym bardziej, bądź zwięzły. szczyt zwarcia

myśl radykalnie esencjonalna, cyrkulacja
pozwól, że zdobędę się na spojrzenie

a tergo

zawieszam się. to bardzo proste, otwieram oczy
reszta pozostaje w tyle do reszty i zapomina się
o artykulacjach sekundarnych, najnowszym periodyku

topos. przesuwanie godziny do przodu
mogę tak od ręki, podążając za wskazówkami

określam się wywrotny, odźwierny, zacofany

nawiasem powieki
pozwolę się dociec swego
dla zabicia czasu










IV
pochodna


poza układem widać więcej
znaczy tam gdzie stało się przed momentem
spojrzeniem od tej drugiej bez przejścia i gruntu
gdzie pozostało nic
tylko zobaczyć

stąd o ile masz w ciągu świadomość
postrzegasz układ i wszystko co w układzie dla porównania
jakby patrząc w odbicie poznać samego siebie ale nie do końca
uwierzyć w przenikliwość granic płynność po każdej

ze ścian albo re: dowieszając luster
holofon hologram
a'

prawie przegięcie jednak wciąż tylko próba łączności
[ponad płaszczyzną
wymiarem do trójkąta

samorzutna nobilitacja per analogiam
jakby powietrze zagarniać zza chmur
oczy zamykać na rozkład światopoglądów
słowa wysławiać na poruszenie incognito










V
kolaps


coraz ciszej w głąb
sam na sam
okołobiegunowo
wokół własnej osi

tak lekko coraz szybciej
bezgłośnie odwiecznie
niknąc w niepamięciach
horyzontów zdarzeń

serpentyną pajęczyny
arterią pierwowzoru
bezbrzeżnie rozpływając
wszystkie strony siebie

coraz bardziej w głąb
coraz wolniej wstecz
wokół sfery serca
wokół własnej osi

...ypsilion...


------------------------------------------------------------------------------



- IV -

ldorado





I
przezroczenie


przeszliśmy niejedno zdjęcie zachodzącego krajobrazu
poruszenie wśród drzew odosobnionej ścieżki mitu

przeszliśmy jak gdyby nigdy nic jakby w pośpiechu
przedzierając co następne wiersze wrażeniem przedświtu
przyziemną modlitwą przeszywającą dech sennej paraboli

prawie jak giganci niestworzonego świata pogromcy wężów
prawie ponad rozsądek potopu słońca utopii wulkanu
poniekąd harmonii wskroś krwawiącej łuny widnokręgu

póki czas się nie rozwiąże
póki pamięć nie dogoni










II
mistrz kartografii o spadku rzeźb


podobno wszystko się kręci nic nie zmienia
z południa na północ krótka kołysanka
o popędzie historii wspólnej herbacie o świcie

nie ma w tym nic ponad historie słyszane od urodzenia
o błędnym ogniku pielgrzymie otulonym mgłą
zapadającym w piasku rozproszonych mgławic

czasami mrugniesz jutrzenką zrywając sen na jawie
przebłyskując promieniem tęczy ogarku wczorajszego oddechu
z oddali wespół z deszczem przenikasz garstką dreszczu
bez cienia topografii śladu odniesienia
iść z zamkniętymi oczyma bez wytchnienia aby rozejść się
naprzeciw powziętym założeniom do końca aż
do końca

i nawet nocą zwracając zwrok najbliższą z gwiazd
stapiając myśli w płatkach śniegu interpretując zbieżność warstw
zewsząd dryfujące tony niepewności

rozbity miejscami i przypadkiem ułomnie jestem
jakoś niejasno z jednej strony zbieżności a dalej zapomina się
dna do cna wymazawszy na papier
biorąc pod uwagę stany skupienia
kruszą się tylko ciała stałe

pocieranie brody nie pomaga a podtrzymywanie skroni
nic nie uwidacznia skoro skupione oczy stają się węższe
a głęboko rozciągnięte czoło pokrywają zmarszczki
pozostawione żale niezłożone żagle

już tylko sen i za oknem deszcz aż po kres
a z czasem staniemy się bardziej elastyczni i odpłyniemy
każdy w swoją stronę w pełni pasji bez pamięci










III
atrium


ostatnim razem zeszliśmy się tutaj w przeddzień urodzin
miałaś białą sukienkę pamiętam jak dziś
rozanielony wyraz twojej twarzy
lazurową wstążeczkę i bursztynowego ptaszka

ostatnim razem zeszliśmy się tutaj na moment przed deszczem
miałaś szafirową sukienkę pamiętam jak dziś
rozpromieniony uśmiech twoich oczu
bordową chusteczkę i mów do mnie jeszcze

ostatnim razem zeszliśmy się tutaj nocą jedną z wielu
miałaś amarantową sukienkę pamiętam jak dziś
czarującą harmonię twoich gestów
jaśminową broszkę i zgaś moje oczy

ostatnim razem zeszliśmy się tutaj pod jedną gwiazdą
miałaś czarną sukienkę pamiętam jak dziś
niczym nie zmąconą mądrość twoich dłoni
alabastrową szkatułkę i srebrne kropelki głosu










IV
żeglarz


czy pamiętasz jeszcze liściu przezroczystości starorzecza
czy ujmują cię teleporty znikomości echa lat dzieciństwa
niespełna oddech a wciąż odgrywasz tę samą historię
przeciągasz stulistne krainy poszeptem wieczorów

delto retardacji którędy twoje źródła
którędy twój dom odetchnienia westchnień
ilekroć zanurzyć się w twojej rozciągłości gaśniesz marmurowo
ilekroć pragnąc cię najmocniej uchylasz wątpliwości

flażolecie wrażeń labiryncie tożsamych obłędów
babilonie barw dlaczego szepczesz do poduszki zataczasz spirale
serpentyny arterie pasaże zwiewnej podniebności
warg sklepionych z dreszczem sennej karawany

i ty mgnienie i ty mała zagadko czy daleko jeszcze
ile zdań zapytań wahadeł kreślących powieki
odpowiedzi zwierciadeł jesieni potoków
mięknących pod stopami płaskorzeźbą kwiatów

czy pochylając się habitem dobywasz pieśń poranka
poruszając serca rdzą struktury wyciszonych brzegów
lądów odchodzących przesłoną chwiejnych horyzontów
czy zlewając tło w wachlarze skrzydła rozpiętością
zdajesz się posłyszeć szum kalejdoskopu

niejednokrotny kształcie upadła obietnico
czy mieszkasz zawieszona pomiędzy myślami
rozbita o ostre krawędzie spełnienia
czy zapomniana w szeregu rozwarstwień strumieni
w wyciszeniu migocząc refleksem wspomnienia
unosisz łódź pamięci wietrznym tajemnicom

rozkołysana paleto zapędów błyskawicznej myśli
odpocznij w końcu porzuciwszy kotwicę bezgranic
zafaluj krajobrazem nieodpartych wzruszeń
w stygmat uchwytności splotem listopadów

trwaj głosem spięć w lot powracających ptaków
poza czas odpływu
poza kres horyzontu
poza gest wschodzącej gwiazdy o szklącym się zmierzchu










V
***


w kącikach ust słowa tracą znaczenia
gasnąc niemym błyskiem nieodkryte słońca
jak diament na pustyni we wspomnieniach deszczu
wytrwale kruszeje bezkresnie

na końcach palców gesty przestają dotykać
linie przegrupowują się względem światłocienia
tonąc jedne przez drugie zastygłe warstwy
w ruinach uścisków zaklęte powieki


------------------------------------------------------------------------------------------------



- V -

rozziew





I
blink


lewa półkula czyta
przestrzeń w czasie
prawa organizuje cytaty
odsyła do

archiwum
lewa przymyka oko
lekko drgając pod powierzchnią
prawa trzyma konstytucję
gotowa wymazać
co lewa uznała za
rzeczywiste

lewa jak lew
uległa na feromony poklasku
prawa jest karłem
w wyblakłym mundurze nieznanego

zaszywa się cieniem podczas gdy
lewa widzi że ten wers jest
przed-
ostatni









II
golem


wyzłocony deseń na krawędzi wzroku
skołatane słowa składać do poduszki
zimne parapety przewiewną satyną
myśli ex machina i ślina zastygłości

mętnordzawy promień patrząc tu i teraz
w pejzaż rozciągnięty w szczękach lądolodu
wydmowym mirażem rwie skalne totemy
ospale gestykulując ku najdalszym brzegom

srebrnolunatyczne wino w kleszczach wspomnień
na żelbetowym filarze kalkomanii nieba
gdy materia szczerzy rymy skostniale w sentencje
wciąż na pokuszenie w spektrum pamiętnika
zasklepiona struna

skrzypiący manekin
w błękitnych ramach lustra
wykręca się od odbicia
inkluzją martwego języka










III
efemerydy przychodzą na świat w wietrzne dni


dystanse są męczące
poważniej podchodzę do związków
oderwany od reszty
nie trzymam formy

przyziemnie na wysokich obrotach
staram się nie przeciążać
z rzeczywistością gram w otwarte
karty

grunt to podstawa ale nie mam chwilowo
czasu na procentowe ograniczenia

słowa od serca i z czystego
rozsądku
nie mają w sobie nic poza
przypadkiem

wiatr przerzuca
wszystko jedno










IV
autorefleksja


te wiersze są pisane z pamięci
zlewa rozpływając się schodząc zprawa
w atomach
na chwilę
tekstu

te wiersze są pisane
z pamięci na wzór kardiogramu
słowa wyrywają się same
strona po stronie

te wiersze są
pisane zlepką jedendrugiego tango esse
wykresem oddo
wyblakłym spektrogramem
ram

te wiersze
są naprędko zanim
o sobie zapomną
echem zwarstwiając
szum










V
drzeworyt


skrecz zdystansowanego drzewa
przeszpilając myśli
ciała

to tu to tam
nieostra konstelacja
rozprężenia

mentalna kinematografia
przeszklonej słońcem pościeli
w błękitnych żaluzjach


-----------------------------------------------------------------


- VI -

kresy wschodnie



I
eon


bo pozostanie echo zwiewny obrót wiatru
chwilę milionów śladów w rozproszeniu ciszy
refleks rozmigotanych barw jak tęcza po deszczu
jak błyskawica odciśnięta w równowadze
lustra

bo pozostanie raj na ustach pustyni
na brzegach bezludnych plaż na zmarszczkach bursztynów
poszumie liści jesiennej nocy poblasku porannej rosy
i innych ulotnych przejawach na oceanach
linii papilarnych

bo pozostanie mgła i niepewność w głosie
błędne poruszenie układu wspomnienie pielgrzyma
krótki odpływ rozmarzenia
w rozeszkleniu

bo pozostanie rysa na kartach przyszłości
pozacierane ścieżki zaprzeszłych spacerów zaprzeszłych odetchnień
jak negatyw pięknego poranka na zakurzonej kliszy
na pokrytym rdzą rozbitym fragmencie
niepamięci










II
chronologia


sprzężenie zwrotne przerzucanie kładek okazują się tu teraz jedynym
topografie które poznałeś zacierają się w źrenicy niepamiętnie. domknięte
usta na których z upływem drżą odwołane słowa zwodzą cię dogłębnie

rozważ ten moment detalicznie miej na uwadze skrajności. zawiązujące się
po stronach zależności poddaj analizie wyrób sobie zdanie do reszty
rozkojarzone układy kojarz w pary równolegle wahadłowo zachowując czujność
na wskroś do punktu zetknięcia konieckońców zdasz sobie sprawę

czujesz echo daje we znaki może to co słyszysz jutro okaże się drukiem
szereg wywodów poprowadzi do finału wypowiedzi ulegną zmianie co do joty

zachwiania takiej skali odbiją się w przestrzeni niechybnie ale to potem
właśnie stajesz.
flagi rozbrzmiewają horyzontalnie i jakkolwiek nie spojrzeć sytuacja rozczarowuje
tu teraz jesteś ponad możliwościami więc zabierz głos lub pokaż oczy
tu teraz jesteś ponad możliwościami więc kontempluj wiatr lub wmieszaj się w tłum










III
jaskrawość


jesteś tu gdy horyzont przemienia powłoki
akustycznej spirali roztańczonego zboża
gdzie ty i ja gdzie dopełnia się zamglone
porzekadło ludowych urojeń

jesteś tu gdy wokół deszcz przelicza nasze wyobrażenia
wsiąkając w ziemię próchno
obezwładniającej materiałowości
na przeszklistym nieboskłonie gwiazd

jesteś tu gdy nie ma nic poza i pozostało tylko
wyrysować powietrzem zamkniętość brył
przemierzyć ostatnie drzwi i zapomnieć się
w teraźniejszości










IV
kresy wschodnie


z odległych krańców tu i teraz
o świcie przybywają rozgwiazdy
zastygnąwszy w bezimienne formy
w skamielinie wyżłabiając ślady pustelników

przez przypadki w rozproszeniu
obejmujemy półsennie korony drzew
spijając chwałę legendarnych pieśni
stopy deszczu przemieniwszy wzrokiem
wznosimy toasty najstarszych narzeczy

z odległych krańców tu i teraz
o zmroku przylatują świetliki
zarysowawszy pasaże przestrzeni
w okamgnieniu odczarowując prastare płaskorzeźby










V
***

w międzyczasie podróżuję ponad cytatami
być może spotkamy się tam przelotem
razem z osobna – nieprzypadkowo
by obudzić nasze sny
do rzeczywistości



------------------------------------------------------------------------
Alles... Suplement, albo kolejny mini rozdział w trakcie pisania.

[ Dodano: 2012-12-20, 11:06 ]
Oto oficjalny, jedyny, pierwszy i ostatni jednocześnie - wiersz, który zamyka całą serię.
Nazwa jest kontaminacją słów "errata" i imienia muzy pieśni miłosnej "Erato".
Albowiem poezja to pieśń, a pieśń miłości ma moc zdolną odmieniać nasze serca,
miłość poprawia nasze błędy, jest erratą istnienia.

Jeśli ktoś byłby zainteresowany tym zbiorem to mogę wysłać w postaci pdf'a.


------------------------------------------------------------------------------------------------------

errato


odznaczając się w rezonansie
strumieniowo odmierzać nibyświetlne
jedno- wielo-
głosy wytracać w stłumieniu
z rozpiętością poniewczasu.
naddźwiękiem

zwarstwiając oddechy
w rozgwiezdnym śnie o kresach
chwytać mgłę wymiarowych splotów
funkcja harmoniczna
dna serca. oka
przyziemności

w kolorze indygo pasażem
pierwowzoru gdzie dopełniło się
imago

pocałunku
wokół własnej osi
do pełni

in
-cognito
_________________
"Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma."
Zygmunt Krasiński, Nie-Boska komedia.
Ostatnio zmieniony przez Cassiel 2012-07-12, 22:12, w całości zmieniany 6 razy  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 11