Towarzystwo Obenautów Polskich


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Fenomeny mózgu wg Olafa Blanke Cz. 2
Autor Wiadomość
Abi 
Obemaniaczka


Dołączyła: 09 Lip 2010
Posty: 716
Skąd: Nikąd
Wysłany: 2011-02-18, 12:54   

Kamilo 19 napisał/a:
Doskonale Was rozumiem skol Mnie też boli to, że nawet najbliżsi ze mnie kpią, no ale na szczęście mam Was >>hug1


Moi najbliżsi tez patrza na to z przymrozeniem oka, wątpie czy w ogole mi wierzą. Juz im o tym nie opowiadam. Tylko nie wiem jak oni to widzą, że co......że mam dwadziescia pare lat i zmyślam im jak dziecko prosto w oczy hehe >>oj ?
 
 
Cassiel 


Dołączył: 17 Lis 2010
Posty: 484
Skąd: Kalisz
Wysłany: 2011-02-18, 13:31   

Dziękuję za garść przemyśleń. Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że właśnie "to" od Was usłyszę!
Zdarza się, że waham się przy tym, czy istnieje system kar i nagród. Bo w kwestii samobójstwa, urodziły się
we mnie spostrzeżenia podobne do tych, które wymieniłaś rugwa. Natomiast sam nie wiem, jak na to spojrzeć,
gdy pomyślę o morderstwach i ludobójstwie. Chodzi mi oczywiście o osobę okrutną, która zabija.
Wierzę w energię, którą jest miłość i dobro, stąd zastanawia mnie, co z bytami tych, którzy zadają cierpienie.
Czy to tylko etap na ich drodze do osiągnięcia doskonałości. Czy każdy musiał być (będzie) ofiarą i zabójcą?
To zbacza mnie na tory myślenia dialektycznego. To znów kojarzy się z równowagą,
taką - jak jest od wieków rozumiana.
Równowagą, jako stanem ścierania się sprzeczności, zło-dobro, mężczyzna-kobieta itp.
To wydaje mi się bardzo anachroniczne i w sumie zbanalizowane.
Bo to rodzi taki konstrukt, że:
1) równowaga jest chwilowo bardziej zrównoważona w stronę dobra
2) równowaga jest chwilowo bardziej zrównoważona w stronę zła
3) [teoretycznie] - równowaga jest chwilowo zrównoważona bez żadnych odchyleń

"Moja" wyidealizowana równowaga (ostateczna równowaga) to stan bez przemocy i krzywdy.
Dla mnie harmonia nie jest odwieczną walką skrajnego dobra i zła, ale stanem
niezachwianej miłości.

Co o tym wszystkim myśleć ??!

Co Wy o tym myślicie?
_________________
"Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma."
Zygmunt Krasiński, Nie-Boska komedia.
Ostatnio zmieniony przez Elli 2011-02-18, 16:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Blaz 
Moderator


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 754
Skąd: free spirit
Wysłany: 2011-02-18, 14:35   

Ja zawsze przy takich rozkminach myślę sobie: czy czyn jest korzystny dla rozwoju?

Dla mojego rozwoju, bo patrząc na to szerzej, zawsze możemy sobie powiedzieć, że np. II wojna światowa spowodowała rozój technologii medycznych.

I chyba ze swojej perspektywy możemy to tylko oceniać. Ja chcę się rozwijać w stronę miłości, więc uznaję, że czynienie zła nie jest korzystne dla mojego rozwoju.

Choć na wszystko można zawsze spojrzeć z tej drugiej strony, bo przecież bez ciemności nie będzie światła.

No dobra, poddaję się. Czuję się zagięty. Utknąłem pośrodku diagramu jing-jang >>oj

Więc chyba trzeba uznać, że wszystko ma swoje poziomy, i nie ma obiektywizmu. Dlatego nie należy oceniać innych, i zaakceptować różnorodność >>???
Ostatnio zmieniony przez Elli 2011-02-18, 16:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
rugwa 


Dołączyła: 30 Maj 2010
Posty: 521
Skąd: Turek
Wysłany: 2011-02-18, 18:15   

Jeden człowiek zabija drugiego, dzięki czemu ten drugi uwalnia się od męczącego go fizycznego życia. Jest bardzo wdzięczny swojemu oprawcy-wybawcy i w następnym wcieleniu postanawia zrewanżować mu się szlachetnymi uczynkami.
Jeden człowiek zabija drugiego, przez co ten drugi kona w męczarniach fizycznego cierpienia. Jest wściekły na swojego oprawcę i postanawia w następnym wcieleniu zemścić się, stosując wobec pierwszego fizyczną i psychiczną przemoc.

Ta sama sytuacja w oczach różnych ludzi, a nawet w naszych własnych oczach w zależności od nastroju będzie wyglądała inaczej. Coś jest jakieś, wtedy gdy my temu czemuś jakość nadamy. Dla mnie idealna równowaga zaczyna się nie wtedy kiedy mam "złego" i "dobrego" po równo, lecz wtedy, kiedy przestaję widzieć różnicę między tym co jest dobre a tym co jest złe. Równowaga to dla mnie miłosna akceptacja bycia zarówno merdającego ogonkiem szczeniaczka jak i seryjnego mordercę po wizycie u ofiary - różnica między tymi dwoma istotami istnieje tylko w moim podejściu do ich zachowania, ale bez względu na moja ocenę oboje po prostu .
Ostatnio zmieniony przez Elli 2011-02-18, 23:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
tamisa34 


Dołączyła: 08 Mar 2011
Posty: 312
Skąd: AT
Wysłany: 2011-03-27, 16:07   

Blaz napisał/a:
Choć na wszystko można zawsze spojrzeć z tej drugiej strony, bo przecież bez ciemności nie będzie światła.


Uważam, że bez ciemności może być światło. Ciemność jako taka w rzeczywistości nie istnieje we wszechświecie, gdyż ciemność to stan, w którym nie występuje promieniowanie elektromagnetyczne. A nawet w ciemni, gdy postawisz krzesło, promieniowanie takowe występuje. Występuje nawet wtedy, gdy tego krzesła nie postawisz :mrgreen: Ciemność doskonałą teoretycznie można byłoby uzyskać w temperaturze zera absolutnego, ale to tylko czysta teoria ;-) Ciemność to po prostu coś takiego jak nicość absolutna.


rugwa napisał/a:
Równowaga to dla mnie miłosna akceptacja bycia zarówno merdającego ogonkiem szczeniaczka jak i seryjnego mordercę po wizycie u ofiary - różnica między tymi dwoma istotami istnieje tylko w moim podejściu do ich zachowania, ale bez względu na moja ocenę oboje po prostu .


Rugwa... nigdy, ale przenigdy nie życzę Ci, abyś kiedykolwiek musiała zreflektować nieco miłosną akceptację bycia, gdy przyszłoby ci stanąć osobiście oko w oko z psychopatą, który nauczyłby Cię chodzić po ścianach i doprowadził na skraj równowagi.
Można wiele wybaczyć, nawet psychopacie, ale... miłosna akceptacja i równowaga po takim spotkaniu, nigdy nie byłaby już taka, za jaką uważasz ją aktualnie.

Dodam tu jeszcze, że... Rugwa, to o czym piszesz, to coś w stylu ataraksji... ale moim zdaniem ataraksja nijak ma się do równowagi. Myślę, że taki stosunek do życia nie jest właściwy i jest to moja subiektywna opinia. Nie powiem, że moje zdanie w tym temacie to czysta afazja, bo istnienie istnienia i jego miłosna akceptacja wbrew temu co się czuje, wbrew własnemu morale, to zwykła ignorancja. Ignorancja nie we własnym mniemaniu i własnego bytu, ale istnienia i egzystencji innych.
_________________
Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić - Albert Einstein

NIEKONWENCJONALNE ROZMOWY, TO DOBRE ROZMOWY...

Zdjęcie avatara, za przyzwoleniem i z podziękowaniem z mojej strony: http://thias.flog.pl/
Ostatnio zmieniony przez tamisa34 2011-03-27, 17:39, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
lexass
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-29, 03:42   

Z punktu widzenia praw, moralności itp, czyli rzeczy wymyślonych przez ludzi dla ludzi Tamisa masz rację. Niestety jest to bardzo wąski sposób myślenia bo ogranicza się jedynie do nas jako istoty fizyczne których ciało prędzej czy później zamieni się w proch. Rugwa wydaje mi się ma spojrzenie z punktu widzenia nas jako istota nieśmiertelna, przechodząca wszystkie wymiary i przez wszystkie czasy, gdzie dobro czy zło (zdefiniowane przez nas) nie istnieje , istnieje jedynie doświadczenie w celu rozwoju jako istota duchow/nieśmiertelna/wieczna. Mówisz że atrakscja nie jest właściwym stosunkiem do życia. Z mojego punktu widzenia co to Ty nazywasz atraksją ja nazwałbym po prostu wyborem pomiędzy tym co jest istotne a co nie, dyktowane nie ludzką moralnością/prawem ale miejscem w którym na drodze rozwoju ja się znajduję. Może o brzmić zimno i bezuczuciowo, ale gdy mieszkasz naprzykład na szczycie góry podczas gdy większość mieszka w dolinie widzisz wszystko z zupełnie innej perspektywy. Wiele rzeczy które dla tych na dole mają ogromne znaczenie mają dla Ciebie znikome znaczenie dlatego że widząc więcej masz większe zrozumienie co naprawde ma znaczenie. Wszystko jest kwestią percepcj. Mówiąc to nie oznacza to że mając taki pogląd pozbawiony jestem jakichkolwiek uczuć...jakby nie było żyję w fizycznym świecie i na codzień mam kontakt z ludźmi takimi jak ja, z tymi samymi uczuciami, ale wiedz nabyta poprzez własne doświadczenia pozwala mi na zrozumienie jak wiele rzeczy które wydają się mieć tak wiele znaczenia w życu są tak nieistotne jeśli spojżymy z innej/szerszej perspktywy.
Ostatnio zmieniony przez lexass 2011-03-29, 03:44, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
tamisa34 


Dołączyła: 08 Mar 2011
Posty: 312
Skąd: AT
Wysłany: 2011-03-29, 11:21   

lexass napisał/a:
Z punktu widzenia praw, moralności itp, czyli rzeczy wymyślonych przez ludzi dla ludzi Tamisa masz rację. Niestety jest to bardzo wąski sposób myślenia bo ogranicza się jedynie do nas jako istoty fizyczne których ciało prędzej czy później zamieni się w proch. Rugwa wydaje mi się ma spojrzenie z punktu widzenia nas jako istota nieśmiertelna, przechodząca wszystkie wymiary i przez wszystkie czasy, gdzie dobro czy zło (zdefiniowane przez nas) nie istnieje , istnieje jedynie doświadczenie w celu rozwoju jako istota duchow/nieśmiertelna/wieczna. Mówisz że atrakscja nie jest właściwym stosunkiem do życia. Z mojego punktu widzenia co to Ty nazywasz atraksją ja nazwałbym po prostu wyborem pomiędzy tym co jest istotne a co nie, dyktowane nie ludzką moralnością/prawem ale miejscem w którym na drodze rozwoju ja się znajduję. Może o brzmić zimno i bezuczuciowo, ale gdy mieszkasz naprzykład na szczycie góry podczas gdy większość mieszka w dolinie widzisz wszystko z zupełnie innej perspektywy. Wiele rzeczy które dla tych na dole mają ogromne znaczenie mają dla Ciebie znikome znaczenie dlatego że widząc więcej masz większe zrozumienie co naprawde ma znaczenie. Wszystko jest kwestią percepcj. Mówiąc to nie oznacza to że mając taki pogląd pozbawiony jestem jakichkolwiek uczuć...jakby nie było żyję w fizycznym świecie i na codzień mam kontakt z ludźmi takimi jak ja, z tymi samymi uczuciami, ale wiedz nabyta poprzez własne doświadczenia pozwala mi na zrozumienie jak wiele rzeczy które wydają się mieć tak wiele znaczenia w życu są tak nieistotne jeśli spojżymy z innej/szerszej perspktywy.


Lexass, masz rację w kwestii pojęcia bytu jako istot nieśmiertelnych, przechodzących wszystkie wymiary, gdzie dobro i zło definiowane przez nas nie istnieje, nie istnieje również podział na złych i dobrych. Będąc w rzeczywistości astralnej, spotykając istoty, nie masz pojęcia kim one są, choć oczywiście można je rozróżniać, identyfikować, wedle naszych relacji z nimi, ale nie wiesz kim były czy są w jakichkolwiek innych rzeczywistościach. Ale... jestem skłonna stwierdzić, że nawet w rzeczywistości astralnej, zdajesz sobie sprawę z różnic... postępowania, które nie zawsze są zgodne z tym, co akceptujesz i czego jesteś świadom.
Jednakże odniosłam się do tego, dokładnie zdania, napisanego przez Rugwę, cytuję:
"Równowaga to dla mnie miłosna akceptacja bycia zarówno merdającego ogonkiem szczeniaczka jak i seryjnego mordercę po wizycie u ofiary - różnica między tymi dwoma istotami istnieje tylko w moim podejściu do ich zachowania, ale bez względu na moja ocenę oboje po prostu "
W tej kwestii dodam jeszcze, że w jakiejkolwiek rzeczywistości, czy to w fizycznej, czy to w astralnej, panują pewne zasady, które każdy odbiera czy tworzy subiektywnie. Ale, jeśli póki co żyjąc w rzeczywistości materialnej, równowaga ma polegać na miłosnej akceptacji wszelkiego bytu, wcale nie dziwię się, że tak wygląda nasza rzeczywistość materialna, którą de facto sami kreujemy. Nasze ciało fizyczne i świat materialny, to pewien etap (również potrzebny) i o tym też należy pamiętać.
W którymś temacie Blaz zacytował słowa Roberta Monroe'a: "nie ma dobra i nie ma zła, jest tylko wrażenie"... Właśnie wrażenie... postrzeganie, które ukształtowało morale. Tak jak wchodząc do świata astralnego, przenosisz tam swoje wrażenia ze świata fizycznego, tak wracając do świata fizycznego, wnosisz nowe wrażenia wyniesione z astralnego i gdziekolwiek jesteś postępujesz zgodnie z wrażeniem, zgodnie z morale.

Moim zdaniem i jest to moje subiektywne zdanie... Jakkolwiek mówiąc o równowadze, w powyższej kwestii, bardziej jestem skłonna stwierdzić, iż miłosna akceptacja sama w sobie nie jest równowagą, ale bardziej umiejętność wybaczania, bez względu na to gdzie się znajduje człowiek.
_________________
Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić - Albert Einstein

NIEKONWENCJONALNE ROZMOWY, TO DOBRE ROZMOWY...

Zdjęcie avatara, za przyzwoleniem i z podziękowaniem z mojej strony: http://thias.flog.pl/
Ostatnio zmieniony przez tamisa34 2011-03-29, 11:49, w całości zmieniany 6 razy  
 
 
Cassiel 


Dołączył: 17 Lis 2010
Posty: 484
Skąd: Kalisz
Wysłany: 2011-03-29, 12:34   

tamisa34 napisał/a:
Właśnie wrażenie... postrzeganie, które ukształtowało morale. Tak jak wchodząc do świata astralnego, przenosisz tam swoje wrażenia ze świata fizycznego, tak wracając do świata fizycznego, wnosisz nowe wrażenia wyniesione z astralnego i gdziekolwiek jesteś postępujesz zgodnie z wrażeniem, zgodnie z morale.

Moim zdaniem i jest to moje subiektywne zdanie... Jakkolwiek mówiąc o równowadze, w powyższej kwestii, bardziej jestem skłonna stwierdzić, iż miłosna akceptacja sama w sobie nie jest równowagą, ale bardziej umiejętność wybaczania, bez względu na to gdzie się znajduje człowiek.


tamisa, tak się zastanawiam, bo bardzo często używasz tego słowa, co rozumiesz przez "morale" ?
Pytam, bo piszesz: "wrażenie... postrzeganie, które ukształtowało morale", a potem,
że "postępujesz zgodnie z wrażeniem, zgodnie z morale" ?
Wygląda to tak, jakbyś konstruowała obiektywną regułę, a jednak - zaraz potem - piszesz o subiektywności.
Reguły są zawsze zsubiektywizowane i bez względu na to, czy będą mieć grono, czy tylko jednego zwolennika,
to zawsze są tylko "regułami" i mieszczą się luźno w teorii.

No bo zobacz, powołujesz się na Monroe'a, że "nie ma dobra i nie ma zła, jest tylko wrażenie"
i z twoich słów wynika, że jesteś zwolenniczką tego cytatu, jednak potem piszesz o wybaczaniu.
To ja się pytam, jak można wybaczyć coś, czego nie opisywalibyśmy kategoriami "dobra i zła",
no bo żeby wybaczyć, musimy wpierw uznać, że "ktoś zrobił coś, co postrzegamy jako złe", przynajmniej subiektywnie.

Każdy z nas, z osobna, może stworzyć sobie własną definicję "równowagi" i każda z nich będzie jednocześnie
prawdziwa (bo rodzi się ze spostrzeżeń i jest aktualna dla naszego obecnego odbioru)
i nieprawdziwa (bo jest tylko jedną z szeregu subiektywnych definicji).

Może lepiej zatem powołać się na kryterium intersubiektywności? Tak, to jest tylko moje subiektywne odczucie :)

Nie jest istotne, jak rozumiem "równowagę", więc nie będę o tym pisać, bo nic to nie wniesie do tematu,
ale prawdą jest, że "jakoś rozumiem", i w mojej opinii - wiadomo - jest to rozumienie takie, które uważam za "prawdziwe" :)

Już po samej ilości cudzysłowów widać, że temat rodzi problemy.
Reasumując, podoba mi się koncepcja rugwy, bo jest bliska moim "postrzeżeniom", ale podoba mi się to,
że masz swoje zdanie i głośno wyrażasz wątpliwości, a zatem masz duszę teoretyka, czyli też bliską mojej, hehe :)

W każdym razie, mnie wydaje się, że koncepcja z wybaczaniem, ciągle wymaga grawitowania
w stronę opozycji "dobra i zła".
_________________
"Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma."
Zygmunt Krasiński, Nie-Boska komedia.
 
 
tamisa34 


Dołączyła: 08 Mar 2011
Posty: 312
Skąd: AT
Wysłany: 2011-03-29, 18:55   

Cassiel napisał/a:
tamisa, tak się zastanawiam, bo bardzo często używasz tego słowa, co rozumiesz przez "morale" ?
Pytam, bo piszesz: "wrażenie... postrzeganie, które ukształtowało morale", a potem,
że "postępujesz zgodnie z wrażeniem, zgodnie z morale" ?
Wygląda to tak, jakbyś konstruowała obiektywną regułę, a jednak - zaraz potem - piszesz o subiektywności.
Reguły są zawsze zsubiektywizowane i bez względu na to, czy będą mieć grono, czy tylko jednego zwolennika,
to zawsze są tylko "regułami" i mieszczą się luźno w teorii.

No bo zobacz, powołujesz się na Monroe'a, że "nie ma dobra i nie ma zła, jest tylko wrażenie"
i z twoich słów wynika, że jesteś zwolenniczką tego cytatu, jednak potem piszesz o wybaczaniu.
To ja się pytam, jak można wybaczyć coś, czego nie opisywalibyśmy kategoriami "dobra i zła",
no bo żeby wybaczyć, musimy wpierw uznać, że "ktoś zrobił coś, co postrzegamy jako złe", przynajmniej subiektywnie.

Każdy z nas, z osobna, może stworzyć sobie własną definicję "równowagi" i każda z nich będzie jednocześnie
prawdziwa (bo rodzi się ze spostrzeżeń i jest aktualna dla naszego obecnego odbioru)
i nieprawdziwa (bo jest tylko jedną z szeregu subiektywnych definicji).

Może lepiej zatem powołać się na kryterium intersubiektywności? Tak, to jest tylko moje subiektywne odczucie :)

Nie jest istotne, jak rozumiem "równowagę", więc nie będę o tym pisać, bo nic to nie wniesie do tematu,
ale prawdą jest, że "jakoś rozumiem", i w mojej opinii - wiadomo - jest to rozumienie takie, które uważam za "prawdziwe" :)

Już po samej ilości cudzysłowów widać, że temat rodzi problemy.
Reasumując, podoba mi się koncepcja rugwy, bo jest bliska moim "postrzeżeniom", ale podoba mi się to,
że masz swoje zdanie i głośno wyrażasz wątpliwości, a zatem masz duszę teoretyka, czyli też bliską mojej, hehe :)

W każdym razie, mnie wydaje się, że koncepcja z wybaczaniem, ciągle wymaga grawitowania
w stronę opozycji "dobra i zła".



Morale dla mnie, to taka swoista wiara w samą siebie, a raczej w to co mnie kształtuje jako świadomą istotę. Inaczej mówiąc... wrażenie kształtuje moje morale, ponieważ odnosząc wrażenie i stosunkując się do wrażeń, wiem czego nie zrobię, aby na przykład nie uczynić krzywdy nikomu wzorując się na tym, co mnie samej przeszkadza. Taki odruch, aby nie akceptować tego, co w moim rozumieniu może być krzywdzące dla innych. Tak to mniej więcej potrafię wytłumaczyć, mam nadzieję, że dość jasno.
Postępuję zgodnie z tym, czego wrażenie odniosłam i co miało wpływ na moje morale.
Co do cytatu Monroe’a, fakt... przypadł mi do gustu, gdyż kiedyś miałam pewne doświadczenie (w oobe) i nie umiałam wyrazić się odpowiednio w dyskusji, zaś Blaz tym cytatem mi po prostu pomógł. Ale do rzeczy: dobro i zło samo w sobie to pojęcia dość abstrakcyjne, ale wrażenie właśnie kształtuje to, co możemy nazwać dobrem i złem, aby odróżniać jedno wrażenie od drugiego.
Na przykład: Mam szacunek do istnienia, kieruję się własnym wrażeniem w postępowaniu wobec innych istot, czyli odniesione wrażenie podpowiada mi, co może być bardziej właściwe w postępowaniu z innymi i dla innych. Więc jeśli ktoś krzywdzi kogoś innego, a ja odnoszę wrażenie, iż nie jest to właściwe, przynajmniej w moim rozumieniu, nie będę kierowała się miłosną akceptacją, ale postaram się zapobiec kolejnym wydarzeniom. Jednakże, gdy nie zdążę i stanie się to czego nie akceptuję... mogę wybaczyć, przynajmniej sprawcy, ale nie będzie oznaczało to miłosnej akceptacji tego, że on jest i nadal może krzywdzić, gdziekolwiek by się znajdował.

I oczywiście, każdy na swój sposób tworzy własną teorię „równowagi” i nie jest to tak, że ja potępiam Rugwę za jej pojęcie równowagi, ja po prostu polemizuję na temat tego, co nie jest zgodne z właśnie... moim wrażeniem i ukształtowanym na nim morale. Przedstawiłam własny koncept i to jest moja subiektywna opinia i nigdy przenigdy nie powiem, że nie jestem w stanie zmienić zdania i przyznać rację Rugwie, o ile z mojego puntu wrażeń, postrzegania i jakby to jeszcze zwał, zostanę przekonana.

Nie będę odnosiła się do intersubiektywności, gdyż to co ja piszę, nie musi być wcale rozumiane przez tych, którzy potrafią zrozumieć np. mnie, ale z jakichś wewnętrznych wątpliwości mogą opatrznie rozumieć to, o czym piszę. Jednakże wszystkie moje wypowiedzi są moją subiektywną opinią, jednakże podlegającą moim wewnętrznym weryfikacjom, o ile ktoś przedstawia mi inny punkt widzenia, z którego do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, wszakże uczę się całe życie i tak samo moje „wrażeniowe subiektywizmy” nadal podlegają weryfikacji.

Następnie odniosę się do użytych cudzysłowów... dla mnie nie rodzi to problemu, przeczytałam, przyjęłam do wiadomości i z pewnością jeszcze nad tym pomyślę.
Co do Rugwy, mam do niej ogromny szacunek i dziewczyna ma swoisty potencjał intelektualny, którego nie będę podważać, jednakże nie z każdym jej założeniem (koncepcją) się zgadzam, ot i cała filozofia. Tak czy inaczej, wydaje mi się, że przysługuje mi jak i każdemu prawo pytania, wypowiadania własnego (nawet subiektywnego) zdania oraz to, że ktoś nie zgadza się z moim czy kogoś innego założeniem. Co do mnie osobiście, wydaje mi się że... duszę teoretyka ma tutaj wielu, zaś ja zważywszy na to, że cały czas posiadam głód wiedzy, więc wypowiadam się i polemizuje, jak i mam zdolność zmieniania własnych założeń, gdyż zdaję sobie sprawę, jak daleko mi jeszcze do pojęcia dla mnie dziś niepojętego.

Co do wybaczania i grawitowania tego w stronę dobra i zła... Ujęłam to pobieżnie już nieco wyżej, ale powiem coś jeszcze.. Wybaczanie, to kwestia wyzbywania się negatywnych uczuć po fakcie, można wybaczyć i kochać, a można wybaczyć i być obojętnym w stosunku do jednostki, ale nie do jego dalszego postępowania. Nie wiem czy dobrze to ujęłam, ale w razie wątpliwości, będę starała się jak najjaśniej napisać ;-)
_________________
Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić - Albert Einstein

NIEKONWENCJONALNE ROZMOWY, TO DOBRE ROZMOWY...

Zdjęcie avatara, za przyzwoleniem i z podziękowaniem z mojej strony: http://thias.flog.pl/
 
 
Cassiel 


Dołączył: 17 Lis 2010
Posty: 484
Skąd: Kalisz
Wysłany: 2011-03-29, 19:36   

Dziękuję, lubię odpowiedzi, które nie wymagają dopowiedzeń; teraz rozumiem już, jak ty to rozumiesz (lub jestem bliżej tego) :)
Jest oczywiste, że nie musisz się tłumaczyć ze swoich subiektywnych odczuć, bo przecież wszyscy mamy prawo do swojego,
i tylko swojego, punktu widzenia. Pytałem wszakże nie po to, by przekonywać cię do "racji" (bo zgadzamy się z tym,
że jednej nie ma), ale właśnie po to, by zrozumieć, jak ty to widzisz; bo ja lubię takie teoretyczne rozwodzenie się :)
Z tymi cudzysłowami to mi chodziło o to, że to Ja ich musiałem wiele użyć, a jak uważam, potrzeba użycia cudzysłowów
w takiej ilości, rodzi się z problemu niemożności precyzyjnego wysłowienia się. Zapamiętałem to,
ponieważ na studiach, pewien profesor zwrócił mi uwagę (odnośnie mojego eseju), że takie nagromadzenie
cudzysłowów wskazuje na to, że leję wodę (przemyślałem i nie pozostało mi nic, jak się zgodzić) :)

Miło jest pisać, kiedy widać, że respondent stara się i daje przemyślane odpowiedzi.
_________________
"Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma."
Zygmunt Krasiński, Nie-Boska komedia.
Ostatnio zmieniony przez Cassiel 2011-03-29, 19:38, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
tamisa34 


Dołączyła: 08 Mar 2011
Posty: 312
Skąd: AT
Wysłany: 2011-04-01, 14:58   

Ufff... cieszę się, że udało mi się wyrazić dość jasno.

Wiesz Cassiel, co do tych cudzysłowów, uważam że możesz mieć rację, co do używania ich w momencie niemożności precyzyjnego wysłowienia się – też na pewno. Ale, raczej mam wątpliwości, co do zdania na ich temat, wyrażonego przez twojego profesora.
Kiedyś, jeszcze w szkole średniej, nauczycielka jęz.polskiego zwróciła mi uwagę, z powodu nadmiernego użycia cudzysłowów w semestralnej pracy klasowej. Uznała, że choć to co napisałam, miało sens, jednak cudzysłów odbierał jakby właściwość. Dodam, że była to praca, w której każdy wyrażał własne przekonania, wrażenia i stanowisko względem tematu.
Odpowiedziałam jej, że nie zgadzam się z jej twierdzeniem, gdyż w mojej pracy (a pisałam ją ręcznie) używałam cudzysłowu apostrofowego, zaś praca jak widać jest esejem i ma charakter retoryczny i też personifikacyjny, dlatego iż wyrażałam własne zdanie, a ubieranie w słowa kwestii niewerbalnych lub mniej werbalnych, bywa bardzo trudne, aczkolwiek możliwe w zrozumieniu. Powiedziałam, że może ewentualnie nie zgadzać się z moim zdaniem, jednak tymczasem jest to moje zdanie i uważam jak najbardziej za stosowne używanie cudzysłowu, jeśli zwłaszcza takowy charakter ma praca, aby go używać, gdyż nie użyłabym go w takich ilościach, gdyby forma pracy nie podlegała kwestii spornej, a jednak podlegała, gdyż była tylko i wyłącznie moim zdaniem (mój filozoficzny punkt postrzegania :lol: )
Całe szczęście, ale moja polonistka (którą de facto do dziś bardzo szanuję), uznała że musi nad tym pomyśleć, tak też pomyślała i nie obniżyła mi oceny :-) a wręcz powiedziała, że jest to jakkolwiek, ale praca wartościowa ;-)

Niektórych drażni nadmiar używania cudzysłowu, ale tak czy inaczej, należy się po pierwsze zastanowić, dlaczego został użyty w taki nie inny sposób i zgłębić bardziej, czy rzeczywiście stanowi przeszkodę oraz czy praca przez to traci sens i wartość.

P.S. Ah Cassiel, chciałam jeszcze coś dodać... A mianowicie, jeśli potrafię wytłumaczyć moje subiektywne odczucia, czemu nie? Nikt nie musi brać tego jako własne zdanie przecież. Ja piszę (mówię), ktoś odbiera i myśli. Przecież taka kolej m.in.: komunikacji i rozumienia :-)
_________________
Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić - Albert Einstein

NIEKONWENCJONALNE ROZMOWY, TO DOBRE ROZMOWY...

Zdjęcie avatara, za przyzwoleniem i z podziękowaniem z mojej strony: http://thias.flog.pl/
Ostatnio zmieniony przez tamisa34 2011-04-01, 15:22, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Cassiel 


Dołączył: 17 Lis 2010
Posty: 484
Skąd: Kalisz
Wysłany: 2011-04-01, 15:40   

tamisa, z tymi cudzysłowami to równie subiektywna kwestia, hehe! Mam za sobą niejedną publikację w prasie,
ale także kilka konferencji i prawda jest taka, że czytanie czegoś w licznym gronie, kiedy trzeba co chwilę kiwać paluszkami,
jest bardzo męczące nie tylko dla czytającego, ale także dla słuchaczy :) To jakby ciągle robić krótkie retardacje - od i powrót :)
Profesor zwrócił mi uwagę, że czasami, gdy nie ma się pomysłu na sprecyzowanie myśli, lepiej wątek na jakiś czas odłożyć,
niż szprycować pracę cudzysłowami, bo to wcale nie sprawia, że autor wygląda lepiej w oczach czytelnika,
ale słusznie wywołuje wrażenie, że ten nie ma pomysłu na to, co z tym zrobić.
To skłoniło mnie do wypracowania innego systemu, a więc staram się unikać cudzysłowów
i zastępować je peryfrazami. Jest oczywiście jakieś "ale", a więc nie peryfrazuję, gdy piszę coś na szybko,
lub gdy nie jest to praca paranaukowa. Czemu, bo wolę pędzić za strumieniem myśli, a na forach zwykle
czuję się bardzo swobodnie i po prostu nie chce mi się zmuszać do stopowania i uciekania do omowni.
Ponieważ moją działką jest teoria literatury, można się domyślić, że poruszam się w języku,
który zwykle jest bardzo mocno spersonalizowany i filozofujący.

Jeśli chodzi o używanie cudzysłowów w pracach szkolnych to masz jak największą rację, zgadzam się absolutnie,
bo też miałem do czynienia ze szkołą i faktycznie, lepiej gdy uczniowie postawią cudzysłów,
gdy nie są pewni, czy używają słowa w odpowiednim kontekście. A tak wiadomo, to jest moja myśl i już :)

W każdym razie, wychodzi na to - również w kwestii cudzysłowów - że co za dużo to niezdrowo.
Jeśli się używa umiarkowanie to wszystko można. W mojej opinii na stronie A4 nie powinno być użyte więcej
niż 3-4 cudzysłowy, pomijając oczywiście cytaty wtrącone w zdanie :)
_________________
"Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma."
Zygmunt Krasiński, Nie-Boska komedia.
Ostatnio zmieniony przez Cassiel 2011-04-01, 15:43, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
tamisa34 


Dołączyła: 08 Mar 2011
Posty: 312
Skąd: AT
Wysłany: 2011-04-01, 16:07   

Cassiel napisał/a:
tamisa, z tymi cudzysłowami to równie subiektywna kwestia, hehe! Mam za sobą niejedną publikację w prasie,
ale także kilka konferencji i prawda jest taka, że czytanie czegoś w licznym gronie, kiedy trzeba co chwilę kiwać paluszkami,
jest bardzo męczące nie tylko dla czytającego, ale także dla słuchaczy :) To jakby ciągle robić krótkie retardacje - od i powrót :)
Profesor zwrócił mi uwagę, że czasami, gdy nie ma się pomysłu na sprecyzowanie myśli, lepiej wątek na jakiś czas odłożyć,
niż szprycować pracę cudzysłowami, bo to wcale nie sprawia, że autor wygląda lepiej w oczach czytelnika,
ale słusznie wywołuje wrażenie, że ten nie ma pomysłu na to, co z tym zrobić.
To skłoniło mnie do wypracowania innego systemu, a więc staram się unikać cudzysłowów
i zastępować je peryfrazami. Jest oczywiście jakieś "ale", a więc nie peryfrazuję, gdy piszę coś na szybko,
lub gdy nie jest to praca paranaukowa. Czemu, bo wolę pędzić za strumieniem myśli, a na forach zwykle
czuję się bardzo swobodnie i po prostu nie chce mi się zmuszać do stopowania i uciekania do omowni.
Ponieważ moją działką jest teoria literatury, można się domyślić, że poruszam się w języku,
który zwykle jest bardzo mocno spersonalizowany i filozofujący.

Jeśli chodzi o używanie cudzysłowów w pracach szkolnych to masz jak największą rację, zgadzam się absolutnie,
bo też miałem do czynienia ze szkołą i faktycznie, lepiej gdy uczniowie postawią cudzysłów,
gdy nie są pewni, czy używają słowa w odpowiednim kontekście. A tak wiadomo, to jest moja myśl i już :)

W każdym razie, wychodzi na to - również w kwestii cudzysłowów - że co za dużo to niezdrowo.
Jeśli się używa umiarkowanie to wszystko można. W mojej opinii na stronie A4 nie powinno być użyte więcej
niż 3-4 cudzysłowy, pomijając oczywiście cytaty wtrącone w zdanie :)


Oczywiście i tu przyznam Ci rację... jeśli chodzi o odczytanie pracy... kiwanie palcami co 2 minuty nie jest właściwe, a raczej szeroko rozumiane. Co do prac pisemnych, które nie wymagają wyczytania ich, jest myślę ok. Przesadzać w niczym nie można i oczywiście z cudzysłowami również nie przesadzam, ale czasami po prostu trzeba, gdyż myśl szybsza i precyzyjniejsza od słowa.
Z używaniem cudzysłowa we wszelakich pracach, moim zdaniem zależne jest od ilości zajętych stron, które wykorzystuje się na spisanie "wypocin" :mrgreen: i tu przyznaję również rację. Na A4 3 czy 4 nie rażą po intelekcie i rozumieniu, ale nawet co 50 słów, niestety rażą. Ja nigdy nie używałam w aż takich ilościach, ale, na forum np. muszę się szybciej precyzować, aby nie rozwijać zbyt długiego eseju, wtedy mi się zdarza :lol:
_________________
Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić - Albert Einstein

NIEKONWENCJONALNE ROZMOWY, TO DOBRE ROZMOWY...

Zdjęcie avatara, za przyzwoleniem i z podziękowaniem z mojej strony: http://thias.flog.pl/
Ostatnio zmieniony przez tamisa34 2011-04-01, 16:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
kris1100101
[Usunięty]

Wysłany: 2011-05-30, 19:47   

Dzień dobry,
piszę na tym forum pierwszy raz.
Chciałbym dogłębnie poruszyć tematykę "Dobra i zła"
Ostatnio sporo "kontemplowałem nad tymi pojęciami.
Wiemy, że w naszej mowie jest tych dwóch wyrazów do przesady.
Np:
Samochód jest dobrze umyty, źle że przyszedłem za wcześnie, źle się siedzi, dobrze, że wziąłem parasol.
Przykłady można mnożyć miliardami.
Ale czym naprawdę jest to dobro i zło?

Bo w powyższych przykładach te dwa wyrazy można zastąpić konkretnymi wyrazami, przeważnie przymiotnikami.

Stąd zauważamy, że te słowa są używane prawie jak przecinek.
Więc co niosą te słowa naprawdę.

Moim zdanie należy się cofnąć w czasie do naszego dzieciństwa, bo wtedy rodzice i otoczenie wpajali nam te pojęcia.
Co dokładnie się wtedy działo:
Podczas tej nauki pojmowania znaczenia były:
1. osoby
2. przedmioty
3. zdarzenia.
I teraz jeśli z tych trzech uczeń otrzymał miłość to poznał to jako dobro a jeśli brak miłości lub strach - to zło.
Zatem oprócz tych trzech był nauczyciel który przekazał mentalnie te pojęcia uczniowi.
Jakie mamy z tego wnioski:
- uczeń podświadomie pragnie miłości od nauczyciela.
- pojęcie dobra będzie różne dla różnych nauczycieli.
- uczeń poznaje dobro po doświadczeniach.
- nauczyciel ucząc że coś jest złe kreuje iluzję czyli wyobrażenie konsekwencji i wpycha w strach ucznia.
- po uzyskaniu dorosłości różni uczniowie mają różne pojęcie dobra, dla jednego dane zdarzenie jest dobre a dla innego złe.

Można zaobserwować wiele innych wniosków lecz sam doszedłem do tego że te pojęcia zostały mentalnie wykreowane w nas za pomocą pamięci, zdarzeń wyobraźni i trochę podstępnie miłości.
Jednak pojęcie owo zależy od mentalności danej osoby.
Jeśli będziemy obserwować obiektywnie zdarzenia odrzucając własną mentalność i nie spodziewać się "pamięci miłości" w danym zdarzeniu, osobie, czynie wtedy zaobserwujemy, że wpojonego nam mentalnie dobra i złe nie ma w tym świecie, są tylko przyczyny i skutki.
Zatem żenujące jest jak słucham wypowiedzi osoby i używa wyrazu dobry czy zły, dobrze czy źle.
Dla mnie taka osoba nie potrafi precyzyjnie określić co chce powiedzieć.
Zauważcie jak ktoś pisze o jakimś zdarzeniu i określa że to jest złe a Ty nie widzisz nic złego w tym zdarzeniu.

Co więcej jeśli dorośliśmy, czyli staliśmy się samodzielni w tym świecie to przed tym wejściem w dorosłość ten sam nauczyciel co nam to wpajał na dobitkę mówi "Wiesz co jest dobre a co złe".

Brednie...

Więc pojęcia te są tylko elementem naszej mentalności i niczym więcej.

Co więcej jeśli wyczyścimy te dwa wyrazy z naszego słownika, co uzyskamy:
Samą prawdę o naszym życiu.
- Były tylko przyczyny i skutki zdarzeń w fizycznym świecie.
- Nasz nauczyciel nas kochał wtedy kiedy mówił o "dobrym"
- Nasz nauczyciel wykreował iluzję, kiedy uświadamiał nam wyobrażenie skutków żekomo złych. Przypomnijcie sobie zawsze kreował wyobrażenie zdarzenia w którym doświadczaliście strachu - to miało być to "złe"
- każdy ma inną mentalność lub są grupy o takiej samej mentalności dla których pojęcia "dobra i zła" są inne.

proszę o surową ale przemyślaną krytykę, dzięki.

[ Dodano: 2011-05-30, 20:50 ]
Dzień dobry,
piszę na tym forum pierwszy raz.
Chciałbym dogłębnie poruszyć tematykę "Dobra i zła"
Ostatnio sporo "kontemplowałem nad tymi pojęciami.
Wiemy, że w naszej mowie jest tych dwóch wyrazów do przesady.
Np:
Samochód jest dobrze umyty, źle że przyszedłem za wcześnie, źle się siedzi, dobrze, że wziąłem parasol.
Przykłady można mnożyć miliardami.
Ale czym naprawdę jest to dobro i zło?

Bo w powyższych przykładach te dwa wyrazy można zastąpić konkretnymi wyrazami, przeważnie przymiotnikami.

Stąd zauważamy, że te słowa są używane prawie jak przecinek.
Więc co niosą te słowa naprawdę.

Moim zdanie należy się cofnąć w czasie do naszego dzieciństwa, bo wtedy rodzice i otoczenie wpajali nam te pojęcia.
Co dokładnie się wtedy działo:
Podczas tej nauki pojmowania znaczenia były:
1. osoby
2. przedmioty
3. zdarzenia.
I teraz jeśli z tych trzech uczeń otrzymał miłość to poznał to jako dobro a jeśli brak miłości lub strach - to zło.
Zatem oprócz tych trzech był nauczyciel który przekazał mentalnie te pojęcia uczniowi.
Jakie mamy z tego wnioski:
- uczeń podświadomie pragnie miłości od nauczyciela.
- pojęcie dobra będzie różne dla różnych nauczycieli.
- uczeń poznaje dobro po doświadczeniach.
- nauczyciel ucząc że coś jest złe kreuje iluzję czyli wyobrażenie konsekwencji i wpycha w strach ucznia.
- po uzyskaniu dorosłości różni uczniowie mają różne pojęcie dobra, dla jednego dane zdarzenie jest dobre a dla innego złe.

Można zaobserwować wiele innych wniosków lecz sam doszedłem do tego że te pojęcia zostały mentalnie wykreowane w nas za pomocą pamięci, zdarzeń wyobraźni i trochę podstępnie miłości.
Jednak pojęcie owo zależy od mentalności danej osoby.
Jeśli będziemy obserwować obiektywnie zdarzenia odrzucając własną mentalność i nie spodziewać się "pamięci miłości" w danym zdarzeniu, osobie, czynie wtedy zaobserwujemy, że wpojonego nam mentalnie dobra i złe nie ma w tym świecie, są tylko przyczyny i skutki.
Zatem żenujące jest jak słucham wypowiedzi osoby i używa wyrazu dobry czy zły, dobrze czy źle.
Dla mnie taka osoba nie potrafi precyzyjnie określić co chce powiedzieć.
Zauważcie jak ktoś pisze o jakimś zdarzeniu i określa że to jest złe a Ty nie widzisz nic złego w tym zdarzeniu.

Co więcej jeśli dorośliśmy, czyli staliśmy się samodzielni w tym świecie to przed tym wejściem w dorosłość ten sam nauczyciel co nam to wpajał na dobitkę mówi "Wiesz co jest dobre a co złe".

Brednie...

Więc pojęcia te są tylko elementem naszej mentalności i niczym więcej.

Co więcej jeśli wyczyścimy te dwa wyrazy z naszego słownika, co uzyskamy:
Samą prawdę o naszym życiu.
- Były tylko przyczyny i skutki zdarzeń w fizycznym świecie.
- Nasz nauczyciel nas kochał wtedy kiedy mówił o "dobrym"
- Nasz nauczyciel wykreował iluzję, kiedy uświadamiał nam wyobrażenie skutków żekomo złych. Przypomnijcie sobie zawsze kreował wyobrażenie zdarzenia w którym doświadczaliście strachu - to miało być to "złe"
- każdy ma inną mentalność lub są grupy o takiej samej mentalności dla których pojęcia "dobra i zła" są inne.

proszę o surową ale przemyślaną krytykę, dzięki.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,18 sekundy. Zapytań do SQL: 14